O tym jak pobiliśmy rekord ekipy z Top Gear

Oglądaliście może Top Gear Bolivia? Tam, gdzie trójka wjechała na wulkan Guallatiri w Chile i ich auta wymiękły na 5240 m. n.p.m. ? (w sumie oni też! ) Kojarzycie? No to my podjęliśmy wyzwanie i też tam pojechaliśmy! Okazało się, że Top Gear zrobił małą ściemę – mówili, że jadą do Chile na skróty, a droga wcale skrótem nie była. Ta droga po prostu KOŃCZYŁA się na 5240 m! Dalej nie mogli już po prostu jechać. My również.. więc wykombinowaliśmy coś innego.

 

Noc na 4700

Kolejną noc spędziliśmy w pobliżu pod chatką strażników na 4700 m. Okropnie wiało, trzęsło autem i było 20 na minusie. No i do tego ta wysokość. Generalnie jest tak, że można przebywać w ciągu dnia na dużych wysokościach, ale już noce powinno się spędzać niżej. Dopadła nas zatem choroba wysokościowa. Okropny ból głowy nie dawał spać.

 

Szutrówka do nieba

Już z samego rana przekroczyliśmy granicę z Boliwią żeby jak najszybciej zjechać trochę niżej… ale jak to u nas bywa zmieniliśmy nagle plany, gdy dostrzegliśmy szutrówkę odbijającą od głównej drogi i wiodącą ku wulkanom leżącym naprzeciwko poprzedniego wulkanu. Szybkie sprawdzenie mapy i okazało się, że są niemal identycznej wysokości co Guallatiri!! „A co jeśli ta droga prowadzi wyżej? My mamy odpuścić?! Jedziemy!” – zapomnieliśmy o bólu głowy i szybko podjęliśmy decyzję.

 

Wulkan Acotango

Szutrówka w kilku miejscach miała prowizoryczne bramki – łańcuchy powieszone na wbitych w ziemię belkach. Nikogo nie było w zasięgu wzroku, więc delikatnie otworzyliśmy sobie wszystko sami i jechaliśmy dalej. Wjechaliśmy na zbocza wulkanu Acotango. Wszystko wyglądało jak jakaś opuszczona kopalnia siarki. Biel raziła w oczy. Widoki jak z jakiegoś filmu fantastycznego! Ale droga szła wyżej i wyżej. I była w coraz gorszym stanie…

 

Pobijamy rekord Top Gear

Szybko pobiliśmy rekord Top Gear, ale mało nam było, więc wtaczaliśmy się dalej do góry. Toyota dawała radę bez problemu! Gdy dojechaliśmy do 5500 m. n.p.m. trasa stała się trochę niebezpieczna: bardzo wąska z niestabilnym, sypkim podłożem. Wtedy już zaczęliśmy się zastanawiać czy kontynuować. Ania oczywiście panika, a Czarek z kamiennym wyrazem twarzy prowadził auto coraz wyżej.

 

Toyota na 5666 m. n.p.m.

Wjechaliśmy na 5666 metrów n.p.m. !!! Dalej się nie dało, bo droga się tu kończyła. Zgasiliśmy silnik. Trochę z ciekawością, trochę z przerażeniem czy (i jak) odpali. W razie czego droga powrotna była z górki, więc Ania mogłaby łatwo pchać! 😉

 

Zobaczcie jak nasza Toyota 4Runner dała sobie radę z odpaleniem w takich warunkach!