Amazonia w Ekwadorze

Ekwadorska część dżungli Amazońskiej posiada bardzo dobrą siatkę dróg asfaltowych i szutrowych. W większość miejsc można bez problemu dojechać autem czy nawet autobusem. Ok, trochę to odbiera dżungli „przygodowości”, ale zdecydowanie wychodzi na plus, gdy podróżuje się po Ameryce Południowej swoim autem, a nie z plecakiem. Dlatego odwiedzenie Amazonii zaplanowaliśmy właśnie na ten kraj.

 

Dżungla… cywilizowana

Z ośnieżonych Andów Ekwadoru wjechaliśmy w gęstą dżunglę pełną wodospadów, kolorowych ptaków, małp skaczących po drzewach i… ludzi. Dzięki temu (albo lepiej napisać „przez to”), że wybudowane są tam drogi, tereny te są całkiem gęsto zamieszkane. Jedzie się niekończącą się „ulicówką” – co kilkadziesiąt metrów wzdłuż drogi stoją typowe, drewniane domy na palach. Mieszkają w nich Indianie – ale nie, nie tacy, jak sobie wyobrażacie. Nie chodzą na boso w spódniczce z liści. Wyglądają normalnie, mają normalne ubrania, jeżdżą autami i oglądają telewizję. Zasięg sieci komórkowych też był zadziwiająco dobry w nawet najmniejszych wioskach.

 

Wzdłuż Rio Napo

Jeden raz przygotowaliśmy się na prawdziwą przygodę – mieliśmy jechać zapomnianą, błotnistą drogą przez totalną dżunglę poprowadzoną wzdłuż rzeki (Rio) Napo. Długa na 120 km, znaleziona na ekwadorskiej mapie wojskowej, nawet nie było jej na google maps! I co? Rozczarowanie. Wszędzie domy! Przygodowej dziczy niestety nie było. W zasadzie to całą trasę przejechaliśmy dosyć szybko, bo okazało się, że ponad 50% to… asfalt. Ok, miejscami w niezbyt dobrym stanie, ale hej, jesteśmy dalej w Amazonii!

 

Gdzie jest dżungla?!

Zatem jak udało nam się dotrzeć w miejsca z poniższych zdjęć? Zamiast jechać główną trasą jechaliśmy trochę zygzakiem, wjeżdżaliśmy w każdą odnogę. Tam było ciszej, mogliśmy dojrzeć tukany, małpy skaczące po drzewach, węża, małe kajmany czy inne, egzotyczne zwierzęta. Zajechaliśmy również do spokojnego, nieturystycznego rezerwatu Limoncocha, a przy mieście Lago Agrio pojechaliśmy nad jezioro o tej samej nazwie i popływaliśmy łódką, z której łatwo było wypatrzeć małe żółwie czy różne, egzotyczne ptaki! 🙂 Tam też zaprzyjaźniliśmy się z ostronosem i tukanem z fotografii poniżej- mieszkały przy chatce strażników i były oswojone. Lubiły wszystkich „nowych przybyszów”. Same do nas przyszły się przywitać! Pozowały do zdjęć i jadły nam z ręki. Ostronos tykał nas ciągle nosem, bo chciał cukierki! 😀 Tukan był trochę bardziej nieśmiały, ale i tak śledził nas w drodze na pomost.

 

Amazonia all-inclusive – na przyszłość

Dowiedzieliśmy się również, że w tych miejscach, gdzie już nie ma dróg, a dopływają łodzie znajduje się wiele odosobnionych hoteli (często luksusowych), gdzie można pojechać na kilka dni i dobitnie poczuć dżunglę za „bagatela” 150$ dziennie. (I więcej, nawet do $1000/osoba/dzień!). Tak drogie atrakcje zostawiamy sobie na przyszłość, np. na emeryturę. Teraz zadowoliliśmy się dżunglą eksplorowaną na własną rękę. Więcej pieniędzy w portfelu, ale też i większa frajda!