Wyprawa do jaskini w amazońskiej dżungli – fotorelacja

Jechaliśmy trasą przez Amazonię. Czarek kierowca, a ja standardowo z nosem w mapie. Nagle wypatrzyłam narysowany na papierze mały symbol jaskini z napisem: Cueva de los Tayos. „Cueva” to „jaskinia” po hiszpańsku, a jaskinia w dżungli = przygoda. Nie wiedząc jeszcze co nas za chwilę czeka, bez zastanowienia zaparkowaliśmy auto na poboczu, wzięliśmy czołówki i ruszyliśmy przed siebie w głąb lasu.

 

Ścieżką w dół wąwozu

Najpierw musieliśmy przejść błotnistą ścieżką po zboczu wąwozu. Co chwilę mijaliśmy małe wodospady. Miejscami ziemia na trasie była osunięta i musieliśmy przechodzić przez niepewne, podłożone przez kogoś kamienie.

 

Przejście przez rzekę

Po ok. kilometrze trasy wiodącej w dół znaleźliśmy się nad całkiem pokaźną rzeką, a kontynuacja ścieżki była… po drugiej jej stronie! :O Nie widzieliśmy dna, ale podłoże było kamieniste, więc zakładaliśmy, że damy radę powoli, krok po kroczku, przejść na drugi brzeg. Pierwszy poszedł Czarek (w trampkach), a potem ja (bez butów). Czarek jakoś dawał radę, bo miał gumową podeszwę, ale ze mną było gorzej. Ciągle się ślizgałam na kamieniach, a rwący nurt nie pomagał w brodzeniu. Ostatni krok i… udało się, dostaliśmy się na drugą stronę.

piranie amazonia
Czareeeek, a tu są piranie?!

 

brodzenie w rzece
No w sumie to jest Amazonia…

 

Teraz czekało nas podejście pod górę w okropnym błocie…

 

Jaskinia Los Tayos

Kolejne 500 metrów wzdłuż rzeki i w końcu zobaczyliśmy jaskinię Los Tayos! 🙂 Wielka dziura w pionowej skale porośniętej gęstą roślinnością, z której wypływała rzeka ( ta, przez którą przed chwilą przechodziliśmy).

 

Sprawdzamy co jest w środku…

Oczywiście poszliśmy dalej żeby sprawdzić co jest w środku! 😀 Rzeka w jaskini była coraz głębsza. Czarek wszedł po pas, a ja wymiękłam powyżej kolan. Głębsza woda miała trochę spokojniejszy nurt, który pozwolił rybom dopłynąć do naszych nóg. Skubały nas, a my nic nie widzieliśmy. W ciemnej jaskini wyobraźnia zaczęła szybciej działać, więc szybko wyskoczyliśmy z wody na kamienie. To rozjuszyło ptaki zamieszkujące jaskinię. Początkowo myśleliśmy, że to nietoperze, ale wydawały inne, ogłuszające nas dźwięki. Gdy przyzwyczaiły nam się już do ciemności oczy zobaczyliśmy kilkadziesiąt orłów i małych orzełków! Chyba chciały nas przepędzić ze swojego domu. Nieprzyzwyczajone były do widoku ludzi u „siebie” w jaskini.

 

Czas wracać!

Znowu błoto, brodzenie w wodzie, wdrapywanie się na czworakach pod górę i jesteśmy w aucie. Cali brudni, ale za to jacy szczęliświ! Oj lubimy takie miejsca znalezione przypadkiem na trasie!