Zamieszkaliśmy w Hampi, dawnym Królestwie Widżajanagaru

Hampi przyciąga dwa typy turystów. Pierwsza grupa to tzw. turyści ekspresowi, którzy przyjechali do oddalonego o 300 km Goa na 2 tygodniowe wakacje, wykupili wycieczkę w jednym z biur podróży i zwiedzają wioskę w ciągu jednego dnia (nie polecamy). Druga grupa to turyści długoterminowi, którzy po przyjeździe do Hampi zakochują się w nim i zostają na duuuużo dłużej, mieszkają tam nawet miesiącami. My byliśmy tylko tydzień i myślimy, że jest to minimalny czas na dobre poznanie okolic i nacieszenie się widokami!

 

Z Munnar do Hampi jechaliśmy 8 dni. Co warto zwiedzić po drodze między tymi dwiema atrakcjami, pisaliśmy w poprzednim poście: Trasa Munnar – Hampi

 

Hampi jest położone na miejscu dawnej stolicy Królestwa Widżajanagaru. Zostało założone w 1336 roku na brzegu rzeki Tungabhadra. Po najazdach Muzułmanów i ich wielkich grabieżach pozostały tylko ruiny świątyń i budynków. Niektóre z nich jednak ocalały i są w dobrej kondycji, a niektóre zostały odbudowane. W 1986 roku zostały wpisane na światową listę dziedzictwa UNESCO. Ale ruiny to nie wszystko! Wioska znajduje się w przepięknej, górskiej okolicy z dziwnymi, wielkimi kamieniami tworzącymi góry. Trochę przypominało nam to nasz pobyt w Tafraoute w Maroku. 🙂 Jest to miejsce odmienne od reszty Indii, spokojne, ciche i można nawet rzec: romantyczne! (przepiękne zachody słońca) Pojazdy mają wstęp wzbroniony do Hampi, więc mogliśmy trochę odpocząć od klaksonów, tak nagminnie używanych przez Hindusów.

 

Hampi pieszo i na rowerach 🙂

Po wiosce i jej okolicach najlepiej poruszać się pieszo lub rowerem. Ruiny zajmują powierzchnię ponad 26 km2, lecz zasadniczo zwiedza się je w dwóch miejscach: przy samym Hampi oraz 3 km na południe od rzeki. Pierwsze dni spędziliśmy na porannych i wieczornych marszach po ścieżkach między ruinami i kamieniami znajdującymi się bliżej wioski. Chodziliśmy tylko w takich godzinach, bo upał był niesamowity. Dużo ponad 40 stopni, zero wiatru i cienia. Znajomi poradzili nam zakup parasolki, lecz nawet ona nie pomagała. W ciągu dnia siedzieliśmy w pokoju pod wiatrakiem i co chwilę rozpaczliwe próbowaliśmy chłodzić się pod prysznicem.

 

Ostatniego dnia wybraliśmy się do dalej położonych świątyń oraz budynków i tam już dostaliśmy się na rowerach. Stare, ciężkie, ledwo się jechało, lecz to i tak była lepsza opcja niż hałaśliwa riksza.

 

 

Hotele z małpami w Hampi 😀

Pokoje z widokiem na góry/rzekę są tu bardzo tanie. Ceny zaczynają się już od 200 rupii za pokój dwuosobowy. Gratisowo dostaje się małpy na tarasie/balkonie. 😉 Tutaj są one wyjątkowo wścibskie, ale na szczęście niegroźne. Musieliśmy jednak ciągle uważać żeby przypadkiem nie zostawić czegoś cennego na tarasie, bo małpy zabrałby to z ciekawości. Parę razy nawet weszły do nas do pokoju. Ukradły banany i… mokre chusteczki do twarzy. 😀 Jeden raz zabrały też Ani ponad kilogram świeżo kupionych bananów! Szliśmy sobie ze sklepu, Ania niosła owoce w jednorazówce. Nagle coś szarpnęło ją za rękę. Nie zdążyła zareagować, a małpa już objadała się naszymi bananami! Gdy chcieliśmy jej zabrać naszą własność wystawiała zęby i syczała. Musieliśmy się z tym pogodzić, że już ich nie odzyskamy. 🙂

malpy na dachu
Stada małp na dachu – codzienny widok z pokoju hotelowego 🙂
małpy w indiach
A tu małpka wcina arbuza na naszym balkonie…
smieszna malpa
… i sprawdza od czasu do czasu czy inne małpy nie widzą, bo nie chce się dzielić! 😀

 

 

Wszystkie relacje z 2-miesięcznego pobytu w Indiach znajdziecie tu: Opowieści z Indii