Jaskinie Ajanta – krótka relacja i dużo zdjęć

Do Aurangabadu dotarliśmy późno w nocy. Jeszcze podczas planowania całej naszej podróży dookoła świata obiecaliśmy sobie, że za żadne skarby nie będziemy szukać w Indiach hoteli po ciemku – ze względów bezpieczeństwa. Tym razem byliśmy do tego zmuszeni, nie przewidzieliśmy 3-godzinnego opóźnienia autobusu…

Każdy hotel, do którego weszliśmy nie miał żadnych wolnych miejsc! A hoteli było mnóstwo. Sprawdziliśmy chyba z 20 aż się w końcu udało. Dostępny był tylko pokój z klimatyzacją i o podwyższonym standardzie, tak z 2-3 razy droższy niż inne hotele w jakich wcześniej spaliśmy, ale było już tak późno, a my byliśmy tak wyczerpani calutkim dniem, że zostaliśmy tam na noc. Recepcjonista chyba był masochistą, bo o północy, zanim jeszcze ulokowaliśmy się w pokoju, zażądał od nas wypełnienia wszystkich dokumentów zakwaterowania, kopii paszportów, formularzy dla miejscowej policji, a nawet naszego zdjęcia! Chyba pół godziny nas męczył. Dodamy jeszcze, że w innych hotelach owszem, jest obowiązek wypełnienia tych dokumentów, ale nie tylu! Pierwszy raz nas to spotkało i jeszcze o takiej godzinie… Ok, już się wyżaliliśmy. 😉 Na następny dzień została już tylko w miarę krótka przejażdżka autobusem żeby zobaczyć jaskinie Ajanta.

Chcieliśmy zobaczyć jaskinie Ajanta bez ludzi, bez żadnych turystów. Już o 5 rano ruszyliśmy na dworzec i wsiedliśmy do pierwszego autobusu jadącego w tamtą stronę. Naoglądaliśmy się niesamowitych zdjęć o kilkudziesięciu jaskiniach w skałach na meandrze rzeki w środku dżungli i nie mogliśmy doczekać się ich ujrzenia. Miejsce było fantastyczne i niepowtarzalne. Szkoda tylko, że nie byliśmy tam w porze deszczowej albo tuż po, bo w kwietniu rzeka jest wyschnięta i nawet nie widać zjawiskowego wodospadu znajdującego się pomiędzy jaskiniami. Oto plan jaskiń:

jaskinie ajanta mapka
Jaskinie wyryte w skale na meandrze rzeki.

 

30 jaskiń Ajanta zostało wykutych przez buddyjskich mnichów pomiędzy II wiekiem p.n.e. a VII wiekiem n.e. – dokładna data nie jest znana. Kompleks ten znajduje się na Światowej Liście Dziedzictwa UNESCO.

Znajdują się w nich świątynie i klasztory buddyjskie (wihary). Wszystkie obiekty są zdobione rzeźbami, płaskorzeźbami oraz freskami o tematyce sakralnej , które do dnia dzisiejszego zachowały się w wyśmienitym stanie.

 

Jeszcze do 1819 roku obszar ten był porośnięty gęstą dżunglą. Jaskinie były opuszczone i nikt nie miał pojęcia o ich istnieniu. Brytyjski oficer podczas polowania na tygrysy dojrzał wejście do jaskini nr 10 i od tamtej pory świat może podziwiać to buddyjskie dzieło. DC również: 😉

 

 

Po paru godzinach eksplorowania jaskiń Ajanta czas było wracać do hotelu, a później ruszyć pociągiem do Agry. Gdy pociąg podjechał na peron mieliśmy tylko minutę żeby znaleźć właściwy wagon i miejsca, co nie jest takie łatwe w Indiach, gdyż pociągi są baaardzo długie, o wiele dłuższe niż w Europie. Okazało się jeszcze, że ktoś zajął nasze miejsca. Ania już miała ostro zareagować i wyprosić pasażera na gapę, ale… Nagle dojrzeliśmy zaspaną twarz naszego znajomego Hiszpana Xabiego, którego spotkaliśmy w Hampi! Cóż za spotkanie! 800 km dalej, parę dni później, zero umawiania się i miejsca w pociągu obok siebie. Raźniej było jechać. Powymienialiśmy się doświadczeniami z podróży i dostaliśmy wiele porad na dalsze kraje. Xabi podróżuje po Azji i Australii od kilku lat, więc wiedział wiele o krajach, które zamierzamy odwiedzić.

Rano obudziliśmy się w Agrze, uff!!