Mahabaleshwar, czyli Indie poza utartym szlakiem – część 1

Mahabaleshwar to miasteczko położone w drodze z Bombaju na Goa w Indiach. Mało kto tam dociera, leży totalnie poza turystycznym szlakiem. My jednak gorąco polecamy wizytę w tym rejonie ze względu na tajemniczą, spokojną Świątynię Kriszny i Ghaty Zachodnie.

Jechaliśmy do Mahabaleshwar z wielką obawą czy znajdziemy tam bankomat akceptujący nasze karty. Wysiedliśmy z autobusu i zaczęliśmy krążyć po miasteczku w jego poszukiwaniu. Pierwszy bank – transakcja odrzucona. Drugi bank – to samo. Czarek jak zwykle spokojny, a Ania miała już wizję spania pod chmurką, przymierania z głodu i utknięcia w Maha! Gdy szliśmy głównym deptakiem, nagle rzucił nam się w oczy napis „We accept all cards”, czyli „Akceptujemy wszystkie karty”. Z nadzieją weszliśmy do środka. Był to hotel z restauracją, więc mamy już gdzie spać i jeść. 😉 Spytaliśmy się w recepcji o inne banki i panowie pokierowali nas do State Bank of India. Karty działały, wypłaciliśmy pieniądze bez problemu! Wszystko załatwione, kamień z serca. Czas na zwiedzanie okolic. 🙂

Ani brat pracuje z Ganeshem pochodzącym z Indii, a Ganesh ma przyjaciela Bipina, który pracuje w Mahabaleshwar. Oczywiście korzystając z okazji, że tu jesteśmy, chcieliśmy spotkać się z Bipinem, bo kto zna okolice lepiej niż miejscowy? Dostaliśmy informację o nazwie biura: Directorate of Bee Keeping ( w luźnym tłumaczeniu: Dyrektoriat do spraw pszczelnictwa) i że jest niedaleko dworca autobusowego. Poszliśmy zatem poszukać tego miejsca, zwróciliśmy się nawet o pomoc do lokalnych przechodniów, lecz nikt nie wiedział jak nas pokierować. Stwierdziliśmy, że nie będziemy marnować ładnej pogody (wieczorami czasem padało) i poszliśmy w góry. W Maha będziemy przecież jeszcze kilka dni, więc zdążymy spotkać się z Bipinem. Mapa okolic poniżej.

Mapka Mahabaleshwar
Mapka Mahabaleshwar

 

Zawędrowaliśmy do punktów widokowych: Lodwick i Elephant’s Head, czyli ok. 6 km w jedną stronę od naszego hotelu. Rozciąga się z nich przepiękny widok na ghaty Ambenali i sąsiadujące miasteczko Pratapgad:

W drodze powrotnej Czarek zaproponował inną trasę, przy dżungli. Szliśmy trochę w nieznane, nawet już myśleliśmy, że się zgubiliśmy, ale nagle dosłownie wyrósł spod ziemi znak z napisem „Honey” (miód). Dziwnym trafem, totalnie przypadkiem, odnaleźliśmy biuro Bipina, którego tak uparcie szukaliśmy przed wyjściem w góry! I wcale to nie było przy dworcu autobusowym, a przy dżungli. Wszyscy przywitali nas serdecznie i oprowadzili po muzeum pszczelnictwa. Bipin, który jest dyrektorem tego miejsca, bardzo dbał o nas i oferował swoją pomoc na każdym kroku. Na pożegnanie dostaliśmy w prezencie miód i kolejne zaproszenie na przyszłość. Bardzo dziękujemy za pomoc Bipinowi, Sanjayowi i wszystkim z dyrektoriatu!

 

Kolejnego dnia udaliśmy się autobusem do Starej części Mahabaleshwar, oddalonej o 5 km od miasta. Bilet w jedną stronę kosztuje tylko 6 rupii, czyli ok. 30 gr! Po wyjściu z autobusu każdy kierował się do głównych świątyń w centrum, ale my widzieliśmy mały, rozpadający się znak kierujący do Świątyni Kriszny i skierowaliśmy się w inną stronę niż turyści. Do świątyni wiodła wąska, kręta ścieżka przez dżunglę, nic nie wskazująca na to, co ujrzeliśmy na jej końcu – przepiękną, ogromną świątynię zbudowaną z kamienia, a w tle oszałamiający widok na jezioro Balkawadi. Na dodatek bez hordy turystów. Byliśmy tam tylko my i pan, który jak się później okazało, opiekuje się tym miejscem. Pokazał nam każdy szczegół świątyni, która ma podobno 5 tys. lat. Znajduje się tam źródło rzeki Kriszna. Naprawdę fantastyczne miejsce, a tak mało znane… a może to dobrze, bo mogliśmy w totalnej ciszy chłonąć każdy szczegół. Ania nawet tam zasnęła…

 

Podobał Ci się post? Podaj dalej! ↓ 😉

2 Odpowiedzi

  1. Justyna

    Super, że znaleźliście bankomat, czarna wizja Ani się nie spełniła ! :-). Lodwick i Elephant’s Head – cudne widoki. Fajnie, że nie poszliście za tłumem i trafiliście do Świątyni Kriszny, urzekły mnie zdjęcia tego miejsca. Aniu, jak się tam spało? 🙂

    • dulo&charlie

      Aaaa spoko, nawet chrapałam i Czarek z Panem ze świątyni się ze mnie śmiali 🙂 Dzisiaj znowu nie poszliśmy za tłumem i znaleźliśmy 2 ciekawe miejsca: wodospad i totalnie pustą, ukrytą plażę… Niedługo o tym napiszemy w poście o Południowym Goa!