Sławne rozlewiska Kerali w Alleppey

Nasze wspomnienia z Kerali z miasteczka Alleppey niestety nie należą do najprzyjemniejszych. Przed wyjazdem czytaliśmy wiele artykułów o tej atrakcji i wszyscy zachwalali rozlewiska Kerali, sugerowali wynajęcie tzw. Houseboat albo łódki canoe, ale rzeczywistość okazała się inna. Jak naprawdę wygląda to miejsce? Czy warto tam jechać? Czy warto wykupić wycieczkę zorganizowaną?

 

Hotele w Alleppey

Gdy tylko wysiedliśmy z autobusu poczuliśmy znowu gwarne, brudne Indie. Choć Alleppey jest małym miastem, powietrze było tu skażone spalinami i ciężko było oddychać. Upał tylko pogarszał sytuację. Kanały w mieście były, owszem, ale daleko było im do tych z Wenecji. Miasteczko niewielkie, więc liczyliśmy na tańszy niż w Kochin nocleg. Jednak chodziliśmy od hotelu do hotelu i nie wierzyliśmy, że w tak małym i brudnym miejscu może być tak drogo. Szukaliśmy hotelu grubo ponad 3 godziny. Myśleliśmy już nawet o powrocie do Kochin. Wyszliśmy trochę poza miasto i skierowaliśmy w mniej przeludnione rejony. Już mieliśmy iść na dworzec, gdy Ania zauważyła szyld „Dream Heaven Cottages” i… był to strzał w dziesiątkę. Bardzo ładne murowane domki z wielkimi werandami, czyste, przestronne pokoje z łazienkami wielkimi jak dla słonia. Hotel był na uboczu, więc w końcu po otwarciu okna mogliśmy usłyszeć ciszę zakłócaną tylko przez egzotyczne ptaki. Do tego szybki internet nawet w pokoju. Luksus jak na Indie tylko za 400 rupii (ok.20 zł). Bez zastanowienia zrzuciliśmy plecaki i zostaliśmy tam aż na 5 nocy. Tak wyglądał nasz domek z zewnątrz:

dream heaven cottage alleppey
Nasz uroczy domek – luksus jak na Indie!

 

Znaleźliśmy restaurację w centrum serwującą smaczne jedzenie, a przy hotelu znajdował się mały sklepik, gdzie mogliśmy kupić wszystko, co potrzebowaliśmy. Stwierdziliśmy, że jest to idealne miejsce do posiedzenia dłużej i spisania relacji z podróży. To właśnie tam pisaliśmy do Was posty o Południowym Goa. W końcu też mieliśmy czas i możliwość żeby trochę zaplanować dalszą trasę.

allepey kerala
Alleppey – wersja doskonała
allepey boats
Alleppey – wersja prawdziwa

 

Wycieczka publicznym promem

W centrum udało nam się odszukać oficjalną, państwową informację turystyczną, co wcale nie było tam takie łatwe. Często w indyjskich turystycznych miejscach zdarza się, że jest mnóstwo informacji turystycznych i każda reklamuje się jako ta „oficjalna”, ale 99% z nich jest tylko biurem podróży sprzedającym swoje wycieczki po okolicy… Trudno odnaleźć tę właściwą. W informacji poprosiliśmy o spisanie godzin, o których promy publiczne wypływają na rozlewiska. Następnego dnia wyruszyliśmy w 3-godzinny rejs. Gdy wypłynęliśmy z miasta w końcu zaczęło nam się podobać to miejsce. Pływaliśmy po kanałach, wzdłuż których rosły gęsto palmy, a między nimi ludzie powciskali swoje małe domki.

 

W tle widać było tzw. houseboats, czyli łodzie – domy. Jest to jedna z najpopularniejszych atrakcji Kerali. Za 5-7 tys. rupii można wynająć taką łódź na 24 godziny z pełnym wyżywieniem, prywatnym kucharzem i sternikiem. Co chwilę mijaliśmy je na rozlewiskach. Co ciekawe, taka forma rozrywki jest bardzo popularna wśród indyjskiej klasy średniej, a mniej wśród obcokrajowców. My nie skusiliśmy się, wybraliśmy o wiele tańszą opcję państwowego promu i canoe (ale o tym za chwilę). Houseboat w całej okazałości:

houseboat rozlewiska kerali
Houseboat – największa atrakcja Kerali

 

Zgadnijcie komu tak naprawdę robiono to zdjęcie? Zdecydowana większość Hindusów z promu wybrała akurat ławkę przed nami żeby zrobić sobie pamiątkowe foto z nami w tle…ptfu… rozlewiskami. 😀 Zmieniali się tylko co chwilę i przez ławkę „przeszło” chyba z 15 osób w ciągu godziny. A my siedzieliśmy cicho, bo przecież oficjalnie nikt nie był nami zainteresowany…

bialy w indiach
W Indiach byliśmy jak celebryci, każdy chciał mieć z nami zdjęcie! 😀

 

Wycieczka po rozlewiskach z prywatną firmą

Nawet spodobało się nam pływanie po rozlewiskach. Promem publicznym pływaliśmy jednak tylko po tych najszerszych i częściej odwiedzanych kanałach. Mijaliśmy te węższe kanaliki, które nas ciekawiły i z daleka wyglądały zachęcająco. Pierwsza myśl: wypożyczamy kajaki. Niestety w Alleppey było już po sezonie i większość agencji wypożyczających sprzęt była pozamykana. Wybraliśmy zatem drugą opcję: canoe, czyli małą łódkę. Chcieliśmy sami popływać – po prostu zapłacić za parę godzin używania sprzętu i powiosłować tam gdzie chcemy. Jednak zasady w Indiach są inne niż w Europie. Żeby wsiąść na canoe musieliśmy wykupić cały pakiet w agencji turystycznej. Na ulotce wszystko było pięknie opisane: czas wycieczki od 8 do 17, śniadanie, lunch, woda mineralna, herbata, kawa w cenie, zwiedzanie wioski, gdzie produkują nici bambusowe, degustacja piwa bambusowego… Mieliśmy też pływać po samych wąskich, mniej turystycznych częściach rozlewisk… Dobrze się zapowiadało!

Rzeczywistość była inna. Byliśmy w umówionym miejscu o 8, a wyjechaliśmy dopiero przed 9, śniadanie było najtańsze z możliwych i z bardzo niepewnej restauracji, obiad: tak 1/5 porcji z restauracji, za wodę musieliśmy dopłacać sami, kawa tylko do śniadania, w wiosce zobaczyliśmy tylko nietoperze, które nasz przewodnik straszył i zmuszał do latania (serio), a jak na koniec spytaliśmy o piwo bambusowe, to pan nie wiedział o czym mówimy… Później domyśliliśmy się, ze sam je wypił, bo przez całą drogę popijał dziwny, żółty płyn z butelki zawiniętej foliówką. W trakcie obiadu właściciel łódki gdzieś się zakręcił i zniknął. Zjedliśmy i czekaliśmy na niego tak prawie 2 godziny. Czarkowi skończyła się już cierpliwość i poszedł rozejrzeć się za naszym przewodnikiem. Okazało się, że pan uciął sobie drzemkę u siebie w pokoju (obiad jedliśmy u niego w domu) żeby trochę zleciał czas i dopiero po ostrej rozmowie udało się go wyciągnąć z łóżka i płynąć dalej. Przez cały dzień pływaliśmy po miejscach, które zobaczyliśmy już z promu, a tylko ostatnie 45 min spędziliśmy oglądając węższe kanały. Wszystko miało trwać do 17, a w hotelu byliśmy już przed 16. Porażka po całości.

Jeśli kiedykolwiek będziecie w Alleppey, to damy Wam dobrą radę: unikajcie organizowanych wycieczek po kanałach! Marnotrawstwo pieniędzy, a przede wszystkim czasu. Ponadto każdy płaci inną cenę. Na samym początku naszej wyprawy osoba z agencji poprosiła nas żeby nie mówić innym turystom ile zapłaciliśmy. Oczywiście to dało nam tylko do myślenia i gdy dwie Niemki płynące równolegle z nami na innej łódce spytały się nas o jej koszt, powiedzieliśmy prawdę. Na szczęście (ale tylko dla nas), my zapłaciliśmy dużo mniej, ale tylko dlatego, że zorientowaliśmy się w cenach przed wyborem wycieczki. Na koniec udało się dziewczynom odzyskać część pieniędzy za niefortunną wyprawę. Tak naprawdę lepiej wsiąść na państwowy prom, wysiąść w jednej z wiosek na rozlewiskach, poprosić jakiegoś miejscowego o wypożyczenie małej łódki i popływać samemu. Nie popełniajcie naszych błędów! My już mieliśmy dość i uczciwość Hindusów kolejny raz stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Wyjechaliśmy stamtąd następnego dnia.

 

Informacje praktyczne:

  • najlepszy i najtańszy hotel jak znaleźliśmy (a właściwie domki) to Dream Heaven Cottage; domek z tarasem i dobrym wi-fi kosztuje tylko 400 rupii (kwiecień 2015);
  • tanią i dobrą restaurację znaleźliśmy naprzeciwko oficjalnej informacji turystycznej przy kanale, nazywała się Annapurna;
  • koszt całodziennej wycieczki z agencji to 750 rupii/osoba (po targowaniu); agencji jest w mieście mnóstwo, najlepiej sprawdzić ceny we wszystkich;
  • cena promu publicznego to 40 rupii/osoba w jedną stronę, kupuje się je na promie; bilety na górnym pokładzie z lepszym widokiem są o 10 rupii droższe; prom dopływa do Kottayam i później sprzedawca biletów po raz kolejny zbiera pieniądze za podróż powrotną do Alleppey.