Varanasi – czyli nie takie Indie straszne…

Varanasi nigdy nie było w naszych planach. Nie chcieliśmy tam jechać i można nawet rzec, że baliśmy się trochę tego miejsca. Mieliśmy wizję kolejnego brudnego, indyjskiego miasta, a może nawet gorzej: brudnego i ze zwłokami pływającymi w rzece. To przecież tu, w Gangesie znajduje się najgodniejsze (wg wyznawców hinduizmu) miejsce pochówku zmarłych. Na szczęście się myliliśmy!

Varanasi okazało się być miastem bardzo przyjaznym, Ganges wyglądał zjawiskowo, a po starym mieście można było szwędać się godzinami! Ludzie byli totalnie inni niż w pozostałej części Indii – przemili, pomocni, z ciągłym uśmiechem na twarzy. Chyba naprawdę to święte dla Hindusów miasto przy świętej rzece dobrze na nich wpływało.

Jako że do Varanasi przyjechaliśmy wieczorem nie było już wtedy opcji zwiedzania. Znaleźliśmy hotel o nazwie „Elvis Guest House” i tam pierwszego wieczoru posiedzieliśmy tylko na dachu, gdzie znajdowała się restauracja z widokiem na miasto i rzekę. Pierwsze wrażenie: jaki ten Ganges ogromny! Postanowiliśmy wstać skoro świt następnego dnia i na maxa wykorzystać każdą godzinę w Varanasi.

fajne murale
Good morning Varanasi!

 

Było wcześnie rano, więc mogliśmy zobaczyć budzące się do życia miasto. Rybacy przygotowywali łodzie na połowy, mieszkańcy robili pranie w rzece, rozpoczynały się pierwsze rytuały oblewania wodą z rzeki, a dzieci brały poranną kąpiel i szły do szkoły.

 

Co chwilę można było odnaleźć święte posążki. Znajdują się dosłownie wszędzie, na ulicach, w sklepach, nawet pośrodku reklam.

 

Widzieliśmy też wielu sadhu chodzących wzdłuż rzeki lub medytujących:

 

Całe miasto było ozdobione setkami murali:

 

W środku starego miasta czuliśmy się trochę jak w marokańskiej medynie, ale przyznajemy, że było ciekawiej i…czyściej!

 

Tak jak w Maroku, w plątaninie uliczek było mnóstwo drewnianych, ciekawie wyglądających drzwi:

 

Nie obyło się również bez zakupów. To były ostatnie dni w Indiach, więc trzeba było pozbyć się rupii. (Ani wymówka, zobaczcie jej błysk w oku w sklepie 😉 )

A tu Czarek kupował sobie bransoletkę… Zdjęcie zrobione żeby pokazać Wam dziwną, azjatycką ozdobę u mężczyzn – jeden długi PAZUR. Nie pierwszy raz widzieliśmy coś takiego w Indiach, ale tylko ten jeden jedyny raz zdołaliśmy to utrwalić na fotce.

długi paznokieć azja
Długi pazur – ozdoba Azjatów.

 

Dzieciaczki podchodziły do nas i same pozowały, prosiły o jedno zdjęcie. Później widząc się na ekranie aparatu niesamowicie się cieszyły – to była dla nich nie lada atrakcja!

 

Psy i krowy – najliczniejsze „miejskie zwierzęta” w Indiach.

 

Wieczorem wynajęliśmy łódkę, z której mogliśmy zobaczyć Varanasi z perspektywy Gangesu.

varanasi ganges

 

Ceremonie pogrzebowe odbywają się na ghatach Manikarnika i Harishchandra (ghat- tu: ciąg kamiennych schodów przy brzegu Gangesu ciągnący się wzdłuż niemalże całego miasta). Podobno dziennie jest tam przeprowadzonych ponad 80 kremacji. Kontrowersyjne jest to, że często zwłoki nie są całkowicie spalone, a pozostałości ciał wrzucane są do wody. Niektórych zmarłych w ogóle nie poddaje się kremacji, a są to kobiety w ciąży, dzieci, ludzie z widocznymi problemami skórnymi i ugryzieni przez węża. Większość osób biednych również nie jest spalana po śmierci, gdyż po prostu nie stać ich rodziny na ceremonię. Dziennie średnio 200 zwłok w całości trafia do Gangesu. Żadnych pływających resztek ciał na szczęście nie widzieliśmy. Czarek zauważył w wodzie coś podobnego do ludzkich kolan, ale Ania myśli, że to bardziej działała jego wyobraźnia.

Rozkładające się zwłoki i tony śmieci wrzucane do wody sprawiły, że poziom zanieczyszczenia Gangesu jest 3000 razy wyższy niż limit określony przez WHO. To jednak nie przeszkadza Hindusom w dokonywaniu codziennych rytualnych obmyć wodą, zwykłych kąpieli czy nawet robieniu prania czy mycia naczyń w wodzie z rzeki. Nasz hotel znajdował się blisko Gangesu i przez cały czas głowiliśmy się czy aby przypadkiem nasza woda z kranu nie pochodziła z rzeki (?). Myliśmy się bardzo szybko, tak na wszelki wypadek. 😉

Byliśmy również świadkami ceremonii pogrzebowej na ghacie Harishchandra. Zmarły został wniesiony przez rodzinę na bambusowych noszach. Był ozdobiony kwiatami i szatami w kolorze żółtym i złotym. Najpierw ciało zostało położone w płytkiej wodzie na brzegu rzeki, a następnie każdy członek rodziny nabierał w dłonie świętą wodę i oblewał nią kilkukrotnie twarz zmarłego. Później ciało zostało przeniesione na wielki stos drewna i podpalone. Wtedy już odpuściliśmy i poszliśmy stamtąd. Wiemy jednak, że im rodzina zamożniejsza, tym dłużej trwa proces kremacji – stać ich na więcej opału. Po tej części ceremonii proch (lub proch z częściami ciała nieżyjącego) wrzucane są do świętej rzeki. Nie posiadamy stamtąd żadnych zdjęć gdyż chcieliśmy zachować szacunek dla zmarłych.

 

Wszystkie nasze relacje z 2-miesięcznej podróży po Indiach znajdziecie tutaj: Opowieści z Indii