W końcu cisza i spokój – Południowe Goa, część 2

Południowe Goa to nie tylko plaże! Dzisiaj zabieramy Was do Netravali Wildlife Sanctuary. Miejsce oddalone od wybrzeża, schowane pośród porośniętych dżunglą wzgórz. Wodospad jak z obrazka i dżungla – miła odmiana od piasku i turkusowej wody. Pokażemy również co odkryliśmy w drodze powrotnej…

Tutaj możecie przeczytać pierwszą część opowieści z Południowego Goa: W końcu cisza i spokój – Południowe Goa, część 1

 

Netravali Wildlife Sanctuary

Netravali oddalony jest od Agondy jakieś 40 km. Odległość niemała jak na jazdę skuterem zwłaszcza, że czekało nas spore przewyższenie terenu do pokonania. Tym razem przy wypożyczaniu skuteru udało nam się załatwić kaski, których nikt w Indiach nie używa, bo są nieobowiązkowe (zobaczcie fotkę poniżej 😀 ).

Trasa była bardzo przyjemna. Mało pojazdów, kręte, górskie drogi w idealnym stanie, piękne widoki na góry pokryte dżunglą. Po drodze mijaliśmy uśmiechnięte dzieciaczki machające do nas i nasze „ulubione” dzikie małpy wygrzewające się na drodze. Czarek prowadził skuter, a Ania siedziała z tyłu z mapą na telefonie i nawigowała.

Przy wjeździe do parku jest brama ze strażnikami i należy tam uiścić opłatę wstępu. Ochroniarz doradził nam żebyśmy wjechali dalej skuterem, a później zostawili go na poboczu i resztę trasy do wodospadu zrobili pieszo. Maszerowaliśmy ok.30 minut i w końcu ujrzeliśmy wielki wodospad z półkami skalnymi na różnych wysokościach i basenem na samym dole. Żeby wejść na najwyższe półki skalne trzeba było wspinając się na górę i wspomagać lianami. Naprawdę są tak mocne, jak w filmach! 🙂

 

Bąbelkowe jezioro

Nacieszyliśmy się wodospadem i dżunglą i pojechaliśmy dalej. Słyszeliśmy od naszych sąsiadów, że w okolicy znajduje się tzw. bąbęlkowe jezioro. Legenda głosi, że gdy klaśnie się w dłonie i jezioro zaczynie wypuszczać bąbelki jak woda gazowana, to znaczy, że będzie się miało szczęście. My będziemy mieć wielkie szczęście, bo jezioro bulgotało dla nas bez klaskania, gdy tylko zsiedliśmy ze skutera. 😀 A tak na serio, to myślimy, że wszystko to po prostu zasługa glonów i żyjątek wodnych…

bubble lake
Bąbelkowe jezioro 🙂

 

Plaża motyli i przeprawa przez dżunglę

W drodze powrotnej znaleźliśmy skrót. Wjechaliśmy w drogę bez nawierzchni z wielkimi dziurami. Po ok. 2 km było rozgałęzienie. Ania spojrzała na mapę i okazało się, że jesteśmy na wysokości tzw. plaży motyli, o której czytaliśmy wcześniej, lecz według informacji w internecie dostęp do niej jest możliwy tylko z wody! Ciekawiła nas jednak ta droga w jej kierunku… Wg mapy byliśmy oddaleni ok.1,5 km w linii prostej od plaży. Czarek sprawdził bak i szczęśliwy oznajmił, że paliwa jest jeszcze sporo i bez problemu dojedziemy. Uspokoiło to Anię, więc ruszyliśmy. Droga była szerokości samochodu tylko przez ok. 300 m, później było coraz ciaśniej i ciaśniej… Droga stała się wąską ścieżką z gałęziami na wysokości głowy. Dobrze, że wzięliśmy kaski, bo co chwilę zahaczaliśmy o coś głowami. Miejscami musieliśmy zsiadać ze skutera, bo było zbyt kamieniście i nie dało się jechać. Trasa strasznie się dłużyła. Jechaliśmy krętymi ścieżkami, które ciągle się rozdzielały. Wiedzieliśmy jednak, że jedziemy w dobrym kierunku, bo choć drogi tej nie było na mapie, to widzieliśmy punkcik na nawigacji w telefonie (czyli nas) zbliżający się powoli do wybrzeża. Trochę baliśmy się zapuszczania w labirynty dżungli, ale byliśmy już tak daleko od trasy i tak blisko celu, że przezwyciężała chęć odkrycia plaży z lądu. Brnęliśmy dalej. W pewnym momencie trafiliśmy na polankę z dzikimi małpami. Tu ścieżka się kończyła. Widzieliśmy tylko wąską dziurę między kamieniami – wg nawigacji to był kierunek na plażę. Zostawiliśmy skuter i po 5 minutach marszu znaleźliśmy się na plaży motyli! Udało się! Jednak można dotrzeć tu z lądu. Plaża była malutka, przepiękna, odgrodzona od świata wysokimi, kamiennymi klifami. Z wrażenia zapomnieliśmy wziąć aparatów ze skutera, więc niestety jedyne zdjęcia jakie mamy pochodzą z telefonu…

butterfly beach goa

plaża motyle goa
Plaża Motyli – jednak można tu dotrzeć lądem!

 

Droga powrotna była łatwiejsza niż się spodziewaliśmy. Nawigacja działała, punkcik na mapie zbliżał się do rozgałęzienia dróg przy Agondzie. Mimo skomplikowanej siatki ścieżek, wiedzieliśmy którą wybrać, kierowaliśmy się po prostu na północ i trochę też rozpoznawaliśmy trasę. Po chwili byliśmy już w hotelu. Czarek zsiadł z ulgą ze skuteru i oświadczył Ani, że przeprasza ją za kłamstwo.  Ania spojrzała na niego pytająco. Czarek przez całą drogę od rozwidlenia dróg ukrywał prawdę o ilości paliwa! Tak bardzo chciał zobaczyć ukrytą plażę, że zataił tę informację… Wiedział dobrze, że jeśli Ania wiedziałaby, że paliwa może nie wystarczyć, zażądałaby natychmiastowego powrotu… 🙂

 

Jedna odpowiedz

  1. Justyna K.

    Piękne widoki, plaża cudna. Super, że udało się Wam dotrzeć do plaży motyli. Odważny Czarek zataił przed Dulo rzeczywisty stan paliwa. Dobrze, że nie wydało się to wcześniej niż przed dotarciem do hotelu 🙂