W końcu cisza i spokój – Południowe Goa, część 1

Z tętniącej życiem północy Goa przenieśliśmy się na spokojniejsze Południowe Goa. Wybraliśmy plażę Agonda, oddaloną o 8 km od dobrze skomunikowanego miasteczka Canacona. Słyszeliśmy, że jest tam mniej turystów, imprez oraz barów na plaży, czystsza woda i ładne okolice, czyli idealne miejsce do porządnego odpoczynku. Ale najpierw przypomnijmy jak tam dotarliśmy…

 

Ekspresowa, przygodowa przeprawa z północy na południe

Z naszego domku na plaży Arambol w Północnym Goa wyprowadziliśmy się z samego rana. Nie mieliśmy zielonego pojęcia w którym miejscu znajduje się przystanek autobusowy, a tym bardziej o której odjeżdżają autobusy w kierunku Mapusy. 35-stopniowy upał sprawiał, że nasze plecaki wydawały się jeszcze cięższe niż były w rzeczywistości. Przeszliśmy ok. 2 km do głównej drogi aż w końcu stwierdziliśmy, że zrzucamy bagaż, jedna osoba będzie go pilnowała, a druga idzie szukać przystanku. W tym samym momencie zza zakrętu wyjechał czerwony, rozklekotany autobus z kratami zamiast okien i kierowcą krzyczącym do nas czy jedziemy do Mapusy. Wsiedliśmy pospiesznie, upchaliśmy plecaki i stanęliśmy w kątku, bo nie było żadnych wolnych miejsc (jak zawsze w Indiach). Tak właśnie zaczął się nasz ekspresowy przejazd przez prawie całe Goa. Ledwie zdążyliśmy wysiąść z pierwszego autobusu, kolejni konduktorzy już naganiali nas do następnego. Każdy chciał mieć „białego” u siebie na pokładzie. 😀 Nie musieliśmy czekać na żaden z 5 autobusów, a nawet możemy powiedzieć, że to autobusy czekały na nas, bo po wejściu do nich od razu odjeżdżaliśmy. 100 km pokonaliśmy w dwie godziny. Jak na Indie to niesamowity wynik! 🙂 Nasza trasa Arambol – Agonda:

goa mapki
Nasza trasa z północy na południe Goa!

 

Przykładowy dzień z życia podróżnika w Indiach

Po dotarciu do Agondy zaczęliśmy poszukiwania hotelu. Zasada była prosta. Wzdłuż plaży szła główna i jedyna wiejska droga. Ceny hoteli od strony plaży – powyżej 1000 rupii, ceny hoteli po drugiej stronie drogi – ok. 500 rupii. 3 metry szerokości drogi robiły tam wielką różnicę. Szczęśliwym trafem znaleźliśmy ładny, w miarę czysty i tani hotelik z dostępem do internetu po „tańszej stronie drogi”. Naszymi sąsiadami w dwóch pokojach obok byli Anglicy, więc czuliśmy się jak w Wlk.Brytanii, tylko że słońcem i palmami.

Rozpakowaliśmy się błyskawicznie. Już jesteśmy wprawieni w rozkładaniu/składaniu rzeczy. Zawsze wygląda to podobnie: Czarek rozkłada moskitierę, a Ania się w tym czasie kąpie. Później zmiana: Ania rozkłada hamak na łóżko (który jest dla nas jak prześcieradło, taka dodatkowa warstwa ochronna przed brudem z dołu 😉 ), a na hamak nasz jedwabny śpiwór (który zszyła nam ciocia Czarka), a Czarek się wtedy kąpie. Następnie rozpakowujemy resztę rzeczy z plecaków na stół/krzesła, lecz zazwyczaj zostawiamy je w workach wodoodpornych żeby nie weszły mrówki lub inne stworzenia. Potem robimy pranie – oczywiście ręczne, w wiaderku (w indyjskich hotelach zawsze są wiaderka). Moglibyśmy oddać ubrania do pralni, ale niestety miejsca te nie mają pralek. Zamiast tego jest wielki, płaski kamień, mydło, pani praczka i rzeka lub inne naturalne źródło wody (brudne). Powyższe pranie wygląda następująco: praczka rozkłada ubranie na kamieniu, trze mydłem i polewa wodą, a następnie zwija w wielki rulon i dosłownie pierze nim o kamień, płucze w wodzie i wykręca z nadprzyrodzoną siłą. Coś jak 100 lat temu w Europie. Boimy się oddać tam nasze ubrania, bo mamy ich mało, a poza tym myślimy, że nasze pranie daje lepsze efekty i nic za nie nie płacimy. 🙂

 

 

Jak wygląda plaża Agonda?

Przy samym miasteczku, bliżej hoteli:

 

I trochę dalej od miasteczka, na południowym krańcu plaży Agonda: (trochę jak na Seszelach! 🙂 )

swiete krowy w indiach
Ania i plażująca święta krowa 😀
ryby goa
Południowy kraniec Agondy to ulubiona miejscówka lokalnych wędkarzy i rybaków
plaża agonda
Prawie jak Seszele!

 

Okolice plaży Agonda na skuterze

Żeby zobaczyć okolice na własną rękę (a nie z panem z rikszy), wynajęliśmy skuter. Okazało się, że jest bez paliwa. W sumie można było się tego spodziewać. Osoby wynajmujące skutery wymyśliły sobie dobry biznes. Dają skuter bez paliwa i proponują kupno litra za 80 rupii (na stacji jest za 55). Nie mając innego wyjścia kupujesz paliwo po zawyżonej cenie, bo przecież pchanie tak ciężkiego pojazdu w upale nie wchodzi w grę. Z kolei jak oddajesz skuter, to wiadomo, zawsze zostaje ci trochę paliwa… Jest ono znowu odlewane, a następny klient je kupuje. Tak właśnie wynajmujący skutery zarabiają dodatkowo 1/3 więcej.  25 rupii to nie są wielkie pieniądze, ale nie lubimy być naciągani. Ponadto para Anglików mieszkająca obok nas znała trochę okolice i wytłumaczyła nam jak dojechać do najbliższej stacji paliw, która była ok. 7 km od Agondy. Kupiliśmy tylko 1 litr paliwa, który powinien spokojnie wystarczyć na dojazd i wyruszyliśmy w drogę.

Dojechaliśmy do bardziej skomercjalizowanej plaży Palolem. Bardzo ładna, choć jak dla nas zbyt tłoczna. Mało piasku, dużo ludzi, barów i leżaków.

palolem goa

palolem
Plaża Paloem

 

Pojechaliśmy dalej na południe. Nie chcąc odjeżdżać daleko od wody, wybraliśmy wąskie ścieżki między domkami, w sam raz na skuter. Trochę pobłądziliśmy, ale może to i dobrze, bo znaleźliśmy coś takiego:

okolice palolem

okolice Palolem

okolice Palolem
Okolice Palolem

 

Kolejne plaże, tuż przy samej granicy ze stanem Karnataka były prawie całkowicie bezludne. Na plaży Talpona byliśmy jedynymi ludźmi + jeden zaspany ratownik. Rozpięliśmy zatem hamak między palmami i poleniuchowaliśmy 3 godzinki. Woda w Morzu Arabskim ma ok.30 stopni celsjusza, więc kąpiele to sama przyjemność. Widok na plażę Talpona:

Plaża Talpona
Plaża Talpona

 

Ostatnią plażą Goa na południowym krańcu jest Galibag, później zaczyna się już stan Karnataka. Totalnie pusta, jak nie w Indiach! 😉

Plaża Galibag
Plaża Galibag

 

 

Część druga do poczytania: W końcu cisza i spokój – Południowe Goa, część 2