W Udupi, mieście świątyń na kołach

Udupi, wymowna nazwa miasta… Choć miejsce jest zaniedbane i brudne, to co roku przyciąga setki tysięcy Hindusów. Znajduje się tam sławna świątynia oddająca hołd Krisznie oraz jedyne w swoim rodzaju świątynie na kołach.

 

Pierwsze chwile w Udupi…

Do Udupi przyjechaliśmy późnym wieczorem, gdy robiło się już ciemno. Byliśmy zmęczeni po parogodzinnej podróży z Południowego Goa. Chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w hotelu i wskoczyć pod zimny prysznic. W pociągu poznaliśmy starszego Hindusa znającego dobrze miasto, który polecił nam tani hotel w centrum. Jak tylko wysiedliśmy z pociągu wzięliśmy rikszę i poprosiliśmy o dowiezienie nas pod wskazane miejsce. Tak się złożyło, że hotel Ramakrishna był również na naszej mapie na telefonie, więc śledziliśmy trasę na bieżąco. I bardzo dobrze, bo pan zawiózł nas pod zupełnie inny hotel o podobnej nazwie „Sri Krishna”. Nie chcieliśmy tam zostać, bo miejsce to nawet z zewnątrz wyglądało na luksusowe, czyli nie na nasz budżet. Wytłumaczyliśmy mu więc jak dojechać stamtąd do „naszego” hotelu. Kierowca zakręcił głową w powietrzu znak nieskończoności (czyli „tak” po indyjsku) i pojechał dalej. Kolejny hotel… Nazwa „Krishna Lodge”… Tłumaczymy jeszcze raz, że to nie tu i prosimy żeby jechał dalej oraz dajemy mu wskazówki gdzie skręcać. Do trzech raz sztuka, trafiliśmy. 🙂 Tak się składa, że większość hoteli w Udupi ma w nazwie imię boga Kriszna, ponieważ miasto jest sławne ze świątyni Kriszny, celu wielu pielgrzymek.

Weszliśmy do Ramakrishna gdzie przywitał nas recepcjonista. Widząc turystów, z błyskiem w oku rzucił cenę 2 dwa razy wyższą niż słyszeliśmy od osoby z pociągu… Nie zgodziliśmy się, stwierdziliśmy, że idziemy szukać noclegu gdzie indziej. Błąkaliśmy się od hotelu do hotelu i każdy podawał nam dziwnie wysoką cenę. W końcu poddaliśmy się i wróciliśmy do pierwszego miejsca. Może po prostu Udupi jest tak drogie? A może wszyscy właściciele hotelików widząc zmęczonych obcokrajowców z plecakami liczyli na łatwy zarobek i zawyżali ceny? Tego się nie dowiemy. Może jakbyśmy dotarli tam w ciągu dnia i szukali noclegu bez plecaków, to udałoby się znaleźć coś lepszego i tańszego. Wybraliśmy pierwszy hotel, bo wyglądał ładnie z zewnątrz i recepcja była też w miarę schludna, w marmurze (!). Jednak gdy weszliśmy na górę do pokoju marmurów już nie widzieliśmy. Za to była dziura w podłodze zamiast kibelka, zepsute okno, wyłamana krata w oknie i ohydny materac na łóżku. Pokój był mocno wymęczony tak jak w sumie i my wtedy byliśmy. Nie chciało nam się już nigdzie chodzić i kłócić o zwrot pieniędzy. Uratował nas kolejny raz hamak, śpiwór i moskitiera, które dobrze oddzielały nas od brudnego pokoju.

Jakoś przetrwaliśmy noc i wyszliśmy do miasta żeby zabić czas przed odjazdem pociągu do Kochin w Kerali. Wychodząc z hotelu zobaczyliśmy ogromnego martwego karalucha leżącego na wprost recepcji hotelu. Panowie nawet nie zwracali na niego uwagi, jakby to była przenormalna rzecz tutaj.

 

Sławne karety – świątynie

Włóczyliśmy się po niezbyt urodziwym mieście i kierowaliśmy się w stronę znanej świątyni Kriszny. Nagle ujrzeliśmy coś w rodzaju wielkich balonów na gorące powietrze wystających ponad dachy budynków. Zainteresowani zaczęliśmy iść w ich stronę. Im bliżej byliśmy „balonów”, tym bardziej rosło nasze zaciekawienie. Dopiero z bliska zobaczyliśmy, że są to wielkie karety – świątynie udekorowane misternie rzeźbionymi elementami. Miały mnóstwo światełek i ozdób. Chodziliśmy w kółko i nie mogliśmy się napatrzeć. W środku „balonu” znajdowało się miejsce na figurki bóstw. Później doczytaliśmy, że Udupi jest właśnie z tego znane. Raz do roku podczas festiwalu Ther Thiruvizha ludzie zbierają się wokół karet i pchają je po mieście. Świątynie na kołach były ustawione tuż przy świątyni Kriszny – tej, której właśnie szukaliśmy.

 

Ciekawostka. Indie wcale nie są takie do tyłu z technologią. Nawet świątynie wypuszczają na rynek swoje aplikacje na telefon, w których można znaleźć np. info dotyczące świątyń, godziny modlitw, hotele w pobliżu itp. Spotkaliśmy się już z tym tu kolejny raz.

Udupi App
Udupi Kriszna App 😀

 

P.S. Jak wróciliśmy do hotelu, to karaluch dalej leżał przy recepcji, nikt go nawet nie ruszył…

 

BHP w Udupi! 😀

Na peronie panowie malowali dach. Strach było patrzeć na ich pracę przy samej krawędzi torów na rozdygotanej, wysokiej drabinie. W Europie takie rzeczy nie mają racji bytu. Podczas Ani pracy jako geodeta kolejowy zasady BHP były bardzo, ale to bardzo rygorystyczne… A tutaj? Chłopaki wzięli sobie drabinę i malowali coś nie zważając na przejeżdżające pociągi. 😀

close call india
Tzw. close call w UK 🙂

 

Pociągiem z Udupi do Kochin!

Pociąg do Kochin przyjechał tylko z 25 minutowym opóźnieniem, więc nie tak źle jak na Indie. Znowu jechaliśmy w tzw. klasie sleeper, która wygląda w środku tak: