Policjanci w Azji, czyli polska flaga czyni cuda

Jak to się stało, że policjanci z Indonezji zainteresowali się nami, zwykłymi turystami z Polski? Mamy dla Was historię o bliskim spotkaniu z policją na samym końcu świata… ale zacznijmy od początku… 😀

Byliśmy na Jawie, gdzieś pomiędzy Trenggalek a Pacitan. Nie zdążyliśmy na przesiadkowy autobus i zostaliśmy wysadzeni w wiosce Lorok, która wyglądała jak przysłowiowy koniec świata albo otchłań. Prawdopodobnie nigdy zagraniczny turysta nie zatrzymał się tam na noc – no bo po co? Tam naprawdę nic nie było!

Lorok w Indonezji
Lorok – niezbyt urodziwe miasteczko

 

Mieliśmy nikłe nadzieje na istnienie hotelu w takim miejscu… a jednak! Miejscowi pokazali nam hotel, jeden jedyny w Lorok, przeznaczony dla kierowców ciężarówek. Pomimo zmęczenia daliśmy się namówić na sesję fotograficzną z właścicielami hotelu i to był nasz błąd… cała obsługa hotelowa i chyba wszyscy goście pozazdrościli i postanowili zrobić to samo. Kolejka była długa, a my coraz bardziej zmęczeni. W końcu udało się uciec do pokoju, a jedyne, czego pragnęliśmy to łóżko. Zasnęliśmy z myślą wczesnego wyrwania się z tego miejsca następnego dnia…

okolice pacitan
Mieliśmy nikłe nadzieje na istnienie hotelu w takim miejscu…

 

Wstaliśmy skoro świt i poszliśmy na dworzec. Ok, „dworzec” to może zbyt wielkie słowo, poprawniej byłoby napisać: zatoczka na drodze, gdzie zatrzymują się autobusy. Nie mieliśmy pojęcia o której będzie pierwszy. Standardowo, jak w całej Azji, żadnego rozkładu jazdy nie było, mogliśmy tylko siedzieć i czekać. Po kilkunastu minutach nadjechał pusty autobus z tabliczką „Pacitan”. Wsiedliśmy, przejechaliśmy 100 metrów i autobus się zatrzymał. Kierowca podszedł do nas i mówi: „Jak dacie po 60 tys. to was zawiozę do Pacitan”. Szybka kalkulacja w głowie, porównanie cen za poprzednie dystanse, odpowiadamy: „Maximum 15 tysięcy rupii indyjskich”. Kierowca wybuchł śmiechem i odparł „Dla Was jest 60 tys. albo nigdzie nie jadę!”. Oburzyliśmy się niesamowicie, nie lubimy cwaniactwa, nie lubimy krętactwa. NIe chodziło wtedy już o same pieniądze, a o fakt, że ktoś chciał nas oszukać! Wysiedliśmy z autobusu i zaczęliśmy szukać innego. Niestety kierowca autobusu znał się ze wszystkimi innymi kierowcami i kiedy nadjeżdżał kolejny pojazd zaczynali rozmowę po indonezyjsku, więc automatycznie cena dla nas się nie zmieniała. Ani puściły nerwy. Krzyknęła: „Tak to się nie bawimy! Idziemy na policję!!”… no i poszliśmy na komisariat. 😀 Zeszło się chyba z 20 osób. Każdy chciał zobaczyć dlaczego turyści znaleźli się w Lorok, ba, na komisariacie w Lorok!

w autobusie
Kierowca – naciągacz i my

 

Panowie policjanci ani me, ani be po angielsku, po polsku tym bardziej, ale w końcu od czego jest pismo obrazkowe? 🙂 Czarek zabrał policjantowi notes i zaczął rysować autobus, Lorok-> Pacitan, $ i znak zapytania. Policjanci burza mózgów. W końcu jeden z nich napisał: 20.000. No to my dalej rysujemy… kierowca z chmurką „60.000”, my z plecakami i napis Lorok. Chcielibyście to zobaczyć jakie zamieszanie i wielkie oburzenie wywołał w nich ten obrazek!

policjanci
Pismo obrazkowe – niby zwykłe bazgroły, ale umożliwiły nam dogadanie się z policją!

 

Policjanci poklepali nas po plecach, zaparzyli herbatkę i kazali czekać. Połowa z nich gdzieś zniknęła na skuterach. Byliśmy totalnie zdezorientowani, ale panowie mili, więc mieliśmy nadzieję, że wszystko dobrze się skończy… Za kilka minut zza zakrętu wyłonił się jeden z nich na swoim małym skuterku, a za nim wielgachny autobus… autobus w eskorcie „naszych” policjantów!! 😀 Co najlepsze, znaleźli autobus z kierowcą który chciał nas oszukać! 😀 Wpakowali nas do środka na przednie siedzenia i na koniec z uśmiechem pokazali karteczkę z flagami Polski i Indonezji. Czarek wcześniej zażartował, że polska flaga jest taka sama jak indonezyjska, tylko, że do góry nogami, bo jesteśmy na innej stronie globu. Suchar rozbawił cały komisariat i chyba dlatego policja była dla nas taka milusia. 😉

flaga polski

Kierowca zaczął nas przepraszać i wyjaśniać, że myślał, że jesteśmy z Australii (w Indonezji Australijczyk = szastający kasą bogacz) i stąd ta wysoka cena. Policjanci wyjaśnili mu, że my z Polski, prawie jak bracia jesteśmy, mamy te same flagi tylko, że do góry nogami. 🙂 Całe 3.5 godziny (36 km, naprawdę!) spędziliśmy na pogaduszkach i opowieściach o Polsce i Indonezji.

policjanci
Policja załatwiła sprawę za nas, siedzimy szczęśliwi 🙂

 

Kiedy dojechaliśmy do Pacitan kierowca zatrzymał inny autobus, przesadził do niego resztę pasażerów, a nas zabrał do siebie do domu. Przedstawił nas swojej rodzinie, ugościł, nakarmił, a później swoim prywatnym samochodem zawiózł do hotelu przy plaży. Kazał obiecać, że kiedyś do niego wrócimy – mamy przecież tak podobne flagi…

autobusy w Indonezji
Zapakowani do autobusu 🙂