Japonia rowerem – dzienniki z podróży, cz.2

Japonię przejechaliśmy na rowerach. W 3 tygodnie z Kioto do Tokio. Ponad 800 km, okrężną drogą – żeby zbyt szybko nie dotrzeć do celu i móc zawitać w miejsca spoza turystycznych szlaków. Nasze notatki z trasy i zdjęcia podzieliliśmy na 5 części. Dzisiaj część 2, czyli o tym co działo się między kempingiem Ayukawaenchi na wybrzeżu w Prefekturze Fukui a miejscowością Takayama w Alpach Japońskich, trasa zaznaczona na zielono:

 

Japoniana rowerze
Kemping Ayukawaenchi – Takayama w Alpach Japońskich

 

 

Część pierwszą naszych dzienników rowerowych z Japonii znajdziecie tutaj:

Japonia rowerem – dzienniki z trasy, cz.1

 

Dzień 5 & 6 (24-25/09/2015) Ayukawaenchi -> Komatsu -> Kanazawa

Padało całe 2 dni! Najpierw mały deszczyk, a później lało jak z cebra. Po 5 nocach w namiocie i po 60 km jazdy w deszczu zasłużyliśmy na hotel… I to nie byle jaki hotel, bo love hotel (hotel miłości). Słyszeliście kiedyś o love hotels w Japonii? Są to… hotele na godziny dla par. 😀 Większość z nich ma też również opcję całonocnego pobytu. W porównaniu do normalnych, japońskich hoteli są całkiem tanie i o wysokim standardzie. Wiele z nich posiada jacuzzi, wielki telewizor-plazmę, klimatyzację, sofę do posiedzenia, mikrofalówkę, lodówkę, czajniczek, darmowe napoje (czasem obiad i śniadanie!) i mnóstwo kosmetycznych gratisów. Pokoje są przestronne i czyściutkie. Ceny 4000 jenów (~125 zł) w górę, a “normalne” hostele w Japonii z pokojami wieloosobowymi to wydatek rzędu 2500-4000 jenów (~78-125 zł) na osobę (!).

Także wybór był dla nas oczywisty! W Komatsu znaleźliśmy jeden love hotel, a teraz nadajemy z kolejnego w Kanazawa, czyli 30 km dalej na północ. Wczoraj nawet mieliśmy luksusowe mieszkanko, bo mieliśmy 3 piętra dla siebie! Na parterze garaż na rowery, 1 piętro – salon z lodówką, sofą, telewizorem i barkiem, na 2 piętrze była toaleta i umywalka, a na 3 piętrze wielka łazienka z prysznicem i wanną oraz nasza sypialnia ze sterowanymi automatycznie światłami w całym mieszkanku! 🙂 Pełen wypas! Dzisiaj mamy pokój w stylu wiktoriańskim – wielkie, drewniane łoże i fotele.

Jeszcze może słów kilka jak tu się wchodzi. Love hotels nie mają takich zwykłych recepcji. Zazwyczaj kontakt między obsługą hotelu a klientami jest zredukowany do zera. W recepcji jest tylko wielki automat ze zdjęciami pokoi i ich ceną. Wybiera się pokój klikając w przycisk i idzie się do pokoju. Następnego dnia płaci się w automacie, który znajduje się już w pokoju. Oczywiście nic nie ma po angielsku, wszystko opisane jest w krzaczkach japońskich, ale używamy translatora i zawsze da się coś zrozumieć. Znamy nawet krzaczek 宿泊, który oznacza w cenniku nocleg i nasz ulubiony 無料 – „za darmo”. 😀

Także jak ktoś się wybiera do Japonii i szuka tanich noclegów, to pamiętajcie o love hotels! 😀 W pierwszym hotelu, na który trafiliśmy przypadkiem podczas autostopowania do Kioto, nakręciliśmy filmik, więc w przyszłości pokażemy Wam dokładnie jak to wszystko wygląda, bo to taka japońska ciekawostka. 🙂

 

Dzień 7 (26/09/2015) Kanazawa -> Tonami

Jakie jest prawdopodobieństwo, że osobę poznaną w środku dżungli na Borneo spotka się przypadkiem 3 miesiące później w Japonii, w mało turystycznym mieście Kanazawa? Nam to się przytrafiło. 😀 Johannesa poznaliśmy w czerwcu tego roku w Mulu na Borneo. Żadne z nas nie planowało wtedy wyjazdu do Japonii, tym bardziej odwiedzenia tak mało znanego miejsca jak Kanazawa. Po zwiedzeniu zamku i ogrodów wracamy sobie do naszych rowerków, patrzymy, a tu Johannes maszeruje w naszą stronę. Nie wierzyliśmy… Dalej trudno nam uwierzyć, że takie spotkanie miało miejsce. Kanazawy nie mieliśmy nawet na naszej planowanej trasie rowerowej, a Johannes był tam tylko dlatego, że dostał darmowe bilety z Tokio…
Całe 40 km z Kanazawy do campingu przy Tonami zastanawialiśmy się jak to jest możliwe… 😀

 

Dzień 8 (27/09/2015)

Tonami -> Shirakimizunashi Prefectural Natural Park

Mieliśmy jechać główną trasą do Tokayama, ale stwierdziliśmy, że jednak wolimy mniej uczęszczane drogi. Nie wiedzieliśmy tylko, że ta, którą wybraliśmy jest praktycznie NIEuczęszczana. Wjechaliśmy w Alpy Japońskie nie do końca świadomi tego, co nas czeka. Było hardkorowo! Droga na szerokość auta, a czasem nawet szutrowa i zarośnięta. Nie dość, że trudne podjazdy, to jeszcze pełno objazdów. Z niewiadomych przyczyn część dróg była po prostu zamknięta. GPS nie dawał rady, traciliśmy zasięg. Serpentyny w górę przez las, wzdłuż wąwozu z potokami. Zero ludzi, zero aut, a sklep był jeden na całą trasę. Chyba odkrywamy Japonię od podszewki. 😀 Z planowanych 37 km zrobiliśmy ostatecznie prawie 60 i na campingu byliśmy po zmroku. Tam dowiedzieliśmy się, że w tych okolicach jest mnóstwo niedźwiedzi i musimy uważać…

 

Dzień 9 (28/09/2015)

Shirakimizunashi Prefectural Natural Park ->Takayama

Wstajemy rano, pytamy się jedynego człowieka na campingu o najbliższy sklep, bo nie mamy nic na śniadanie. Pan Yoichi łapie się za głowę i mówi, że tu nic nie ma w promieniu 30 km! Na campingu był automat z napojami, więc kupiliśmy 4 z największą ilością kalorii, zjedliśmy po kilka cukierków kawowych i w drogę! Yoichi wcisnął nam jeszcze na pożegnanie pół bagietki z dżemem, bo się martwił, że nie dojedziemy. Wjechaliśmy na głodniaka na wysokość 1380 m! A potem 8 km serpentyną w dół do Hida i dalej już Takayama w samym sercu Alp Japońskich. 🙂

 

Część trzecią naszych dzienników rowerowych z Japonii znajdziecie tutaj:

Japonia rowerem – dzienniki z podróży, cz.3