Japonia rowerem – dzienniki z podróży, cz.5 (ostatnia)

Piąta (i ostatnia) część naszych wspomnień z podróży rowerem po Japonii. Przez 3 tygodnie przejechaliśmy ponad 800 km, okrężną drogą z Kioto do Tokio zahaczając o wybrzeże w Prefekturze Fukui oraz Alpy Japońskie. Dzisiaj część trasy między Fujikawaguchiko, gdzie weszliśmy na Górę Fuji a Tokyo, celem naszem rowerowej wyprawy (trasa zaznaczona na zielono na mapie).

japan on bike
Fujikawaguchiko – Tokyo

 

Wcześniejsze części naszych dzienników rowerowych z Japonii znajdziecie tutaj:

Japonia rowerem – dzienniki z podróży, cz.1

Japonia rowerem – dzienniki z podróży, cz.2

Japonia rowerem – dziennki z podróży, cz.3

Japonia rowerem – dzienniki z podróży, cz.4

 

Dzień 20 (09/10/2015), Fujikawaguchiko

Jupi!!!! WESZLIŚMY NA MT. FUJI ( 3776 m n.p.m) !!! W 6,5 h góra-dół!! To nic, że poza sezonem, to nic, że już oficjalnie wszystkie szlaki na szczyt są zamknięte od miesiąca! Przemknęliśmy przez barierki i ukradkiem wślizgnęliśmy się na trasę. Czas potrzebny na wejście to (wg przewodników) 6h, a na zejście 3 h. My byliśmy limitowani czasem – pierwszy autobus przyjeżdżał na szlak o 10 rano, a ostatni o 16.50, więc gnaliśmy żeby zdążyć. Szliśmy sobie na szczyt i im wyżej byliśmy, tym bardziej powalały nas widoki. Widzieliśmy całe wybrzeże i miasta dookoła. Dreptaliśmy sobie ponad chmurami z lekkim niedowierzaniem gdzie my właściwie jesteśmy. Po drodze spotkaliśmy Davida z naszego miasta w UK, Nottingham! Na szczycie się zgadaliśmy i całą drogę w dół szliśmy już razem. Co za spotkanie, na drugim końcu świata… na szczycie Mt. Fuji! 😀 Z tego wszystkiego pomyliliśmy drogę w dół i później musieliśmy nadrabiać trasę dobre pół godziny! Ale i tak złapaliśmy ostatni autobus, ufff! Teraz grzejemy nóżki w ryokanie (rodzaj tradycyjnego, japońskiego hotelu) i będziemy spać na podłodze (jak przystało w tym kraju 🙂 ). Jutro kierunek Tokio!

 

Dzień 21 (10/10/2015), Fujikawaguchiko → Yamato

Tak nas bolały nogi po wchodzeniu na Mt.Fuji, że z hotelu wyczłapaliśmy się dopiero po 11… To nie przeszkodziło nam jednak w przejechaniu 90 km. Po zmroku dotarliśmy do Yamato i jak na złość zaczęło padać. Było zimno i mokro, więc ostatnią rzeczą, o której myśleliśmy było rozstawianie namiotu na dziko. Zresztą nawet nie było gdzie, bo byliśmy już na dalszych przedmieściach Tokyo. Sprawdziliśmy hotele w okolicy… hotele w Tokyo… Najtańszy za 13000 yenów (400zł)!! (długi weekend, wszystko wykupione) O nie, tyle nie zamierzaliśmy zapłacić za kilka godzin snu! Czarek nawet znalazł jakiś kontener na budowie i postanowił, że się tam rozbijemy, ale wizja spania gdzieś między worķami z cementem a znakami drogowymi nie przypadła Ani do gustu i ostatecznie stanęło znowu na love hotel. 😀

Nie wiem czy wiecie, ale w Japonii mają manię na punkcie kapciuszków. W hotelach dostaje się zawsze kapciuszki do pokoju, kapciuszki do toalety i czasem jeszcze jedne: kapciuszki do salonu. 😀

 

Dzień 22, ostatni 🙂 (11/10/2015), Tokio

Spoooko, dojechaliśmy. 😉 Misja wykonana! Przejechaliśmy rowerami z Kioto do Tokio! Za nami ponad 800 km, 3 zdobyte szczyty oraz mnóstwo niezapomnianych chwil i widoków. Przyzwyczailiśmy się do odludnych miejsc, lasów i gór, a tu w Tokio na nowo uczymy się egzystować w miejskiej dżungli. Tyle tu różnorodności, miejskich świateł, sklepów, ludzi i aut… Głowa nam lata dookoła, bo nie możemy się napatrzeć. Wszyscy ładnie ubrani jak na wybiegu, a my ciągle w trekowych ubraniach. 😀 Trochę baliśmy się Tokio, bo nie przepadamy za wielkimi aglomeracjami, ale możemy stanowczo oznajmić, że stolica Japonii jest bardzo przyjazna. Nawet mamy plan żeby w przyszłości tu wrócić i pomieszkać dłużej. 🙂 Tymczasem wynajęliśmy na kilka dni mieszkanko w wieżowcu, kupiliśmy nielimitowane bilety na metro i zwiedzamy Tokio całe dnie. 🙂 Chyba zakochaliśmy się w Japonii…