Mulu, część druga – jaskinie

W ostatnim poście Mulu, część pierwsza – ludzie i dżungla możecie poczytać więcej o wiosce Mulu, jej mieszkańcach, a także o naszych trekkingach po lesie, podczas których widzieliśmy różne egzotyczne zwierzęta i rośliny. W dzisiejszym poście postaramy się pokazać jedne z najdłuższych i największych jaskiń na świecie, które były głównym celem naszej wyprawy w tamte rejony.

Park Narodowy Mulu to jeden z najpiękniejszych i najciekawszych parków nie tylko w całej Malezji, ale i w Południowo – Wschodniej Azji. Nic dziwnego, że od 2005 roku znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zajmuje on powierzchnię 529 km2, czyli prawie tyle, ile cały Singapur. Jest znany głównie z rekordowo dużych i długich jaskiń. Izolacja od miast sprawia jednak, że turyści nie docierają tu aż tak tłumnie, jak do innych atrakcji na Borneo, a ci, którzy tu przyjeżdżają zostają zwykle tylko na 2-3 noce. Dlatego też dosłownie każdy dziwił się gdy słyszał o naszych 8 nocach…

W parku jest mnóstwo ścieżek na piesze wyprawy i przede wszystkim są wielkie jaskinie. Chcieliśmy wszystko zobaczyć bez pośpiechu, nie gonił nas czas, a odcięcie od świata było nawet plusem, więc dlatego zostaliśmy tam tyle dni. Poniżej możecie zobaczyć plan wioski i parku z zaznaczonymi szlakami oraz jaskiniami.

Po szlakach można chodzić bez przewodnika, ale żeby wejść do jaskiń konieczne jest wykupienie wycieczek z przewodnikami. Oto wycieczki, na które zdecydowaliśmy się wybrać:

 

Clearwater Cave i Cave of the Wind

Pojawiliśmy się rano przy biurze strażników parku i wraz z przewodnikiem popłynęliśmy łodzią w górę rzeki zobaczyć Jaskinię Czystej Wody (Clearwater Cave) i Jaskinię Wiatru (Cave of the Wind).

 

Najpierw weszliśmy do Jaskini Wiatru, w której, jak nazwa wskazuje, można ciągle czuć lekki i chłodzący wiaterek – czego niestety brakuje w lasach deszczowych gdyż są zbyt gęste. Szczęśliwi, że mamy naturalną klimatyzację, przechodziliśmy przez kolejne komory aż w końcu dotarliśmy do największej – King’s Chamber (czyli Komnata Króla).

Tuż obok jest Jaskinia Clearwater o łącznej długości aż 225 km. Tyle zdołano odkryć do 2012 roku, ale jaskinia jest jeszcze dłuższa i dalej trwają prace nad jej eksploracją. W środku jaskini płynie rzeka z krystalicznie czystą wodą.

 

Tuż przy Jaskini Clearwater znajduje się Lady Cave (do niej też wchodziliśmy podczas tej wycieczki z przewodnikiem).

 

Po zwiedzaniu jaskiń wskoczyliśmy do rzeki w miejscu, gdzie woda wybijała spod skał.

 

Jaskinia Lagang – Fast Lane

Innego dnia zdecydowaliśmy się na wyprawę do Jaskini Lagang. Szliśmy 1,5 km pasażem Fast Lane w zupełnej ciemności, oświetlając sobie drogę czołówkami. Weszliśmy do jaskini w jednym miejscu, a wyszliśmy kilkaset metrów dalej. W jaskini mijaliśmy mnóstwo stalagmitów, stalaktytów, pająków i ptasich gniazd. 🙂 Czasami tunel mocno się zwężał i było lekko klaustrofobicznie.

Jaskinia Lang

Kolejny dzień zaczęliśmy od jaskini Lang – mającej wg nas najbardziej urokliwe formacje skalne. Przepiękne zwisające stalaktyty i pnące się do góry stalagmity. Małe i ogromne, o różnych kolorach. Widoki jak z bajki. 🙂

 

Deer Cave

Na sam koniec zostawiliśmy sobie najlepszą jaskinię – Deer Cave. Żeby do niej dotrzeć trzeba przejść 3 km przez las. Deer Cave (czyli jaskinia jeleni, ale dla uściślenia jeleni tam nie było 🙂 ) jest drugą pod względem wielkości jaskinią na świecie. Jeszcze do 2009 roku, zanim odryto jaskinię Son Doong w Wietnamie, była największa. Jej komora w najszerszym miejscu ma 169 m i jest wysoka na 146 m. Podobno można byłoby tam zmieścić aż 30 jumbo jetów! Uwierzcie, że żadne zdjęcia nie oddadzą ogromu jaskini. Tam po prostu trzeba pojechać i zobaczyć to na własne oczy. Zerknijcie na wielkość barierek w porównaniu do reszty komory…

 

W jaskini żyje ponad 3 miliony nietoperzy. W dni bez opadów, o zmierzchu zwierzęta te wylatują w jednym momencie z jaskini w poszukiwaniu jedzenia. Jest ich tak dużo, że niebo staje się dosłownie czarne. Podobno nietoperze zjadają wszystkie komary w okolicy Mulu! 🙂

 

Gdy wychodziliśmy z jaskini Ania usłyszała coś w trawie, a gdy podeszła bliżej zobaczyła zielonego węża szamocącego się z jaszczurką. Jaszczurka walczyła o życie, lecz po ukąszeniu zaczęła opadać z sił. Wąż trzymając ją w paszczy wpełzał się na krzak, gdzie czekał na śmierć gada.

24 czerwca pożegnaliśmy się z rodziną, u której się zatrzymaliśmy i polecieliśmy dalej na północ – do Kota Kinabalu. Przyznajemy, że po tych 9 dniach troszkę zatęskniliśmy za prądem, internetem, wiatrakiem lub klimatyzacją w pokoju czy normalnym jedzeniem, więc z chęcią wskoczyliśmy do awionetki. Zresztą przyzwyczailiśmy się do naszego życia w drodze i rwaliśmy się już do odkrywania nowych miejsc na wyspie Borneo, o których możecie poczytać tu: Borneo.