Perhentian Kecil, czyli Niebiańska Plaża w wydaniu malezyjskim

Wyspy Perhentian położone są ok. 19 km od północno-wschodniego wybrzeża Malezji na Morzu Południowo-Chińskim, tuż przy granicy z Tajlandią. Wyspy są dwie: Perhentian Besar (duża) i Perhentian Kecil (mniejsza). “Perhentian” znaczy po malajsku “punkt postoju”, a wzięło się to od tego, że wyspy znajdowały się na trasie kupców pływających z Malezji do Bangkoku i to właśnie tu robili sobie przerwę na odpoczynek. Idąc za ich przykładem, my również zatrzymaliśmy się tam na kilka dni by sprawdzić uroki wysp. Do samego końca nie wiedzieliśmy którą wybrać. Ostatecznie padło na Kecil z bardziej “backpackerskim” klimatem.

 

Long Beach i Coral Bay

Jak to już u nas się przyjęło, nie rezerwowaliśmy wcześniej żadnych hoteli. Tym razem to był nasz błąd, bo akurat zbliżał się świąteczny weekend w Malezji (dożynki) i większość pokoi było już zajętych. Trochę czasu zajęło nam znalezienie zakwaterowania, ale w końcu zatrzymaliśmy się na Long Beach (Długa Plaża) w D’Rock Garden Resort. Zostaliśmy tam na trzy noce, a później na kolejne dwie przenieśliśmy się na inną plażę – Coral Bay (Zatoka Koralowców).

 

Plaże na Perhentian Kecil

Wyspy Perhentian to raj dla osób uwielbiających plaże z białym piaskiem, krystalicznie czystą wodą i palmami. Oprócz dwóch wyżej wymienionych plaż spędzaliśmy też czas na:

 

Sandy Beach:

 

Mira Beach:

 

Patani Beach:

 

Romantic Beach:

 

Następna lubiana przez nas plaża to plaża P.I.R, która znajdowała się już na innej wyspie, Perhentian Besar.

Snorkeling – prawdziwa atrakcja wyspy!

Perhentians są najładniejsze i najciekawsze… pod powierzchnią wody – barwne rafy koralowe z najróżniejszymi i najbardziej kolorowymi rybkami. Wybraliśmy się na wyprawę łódką w trzy znakomite miejsca do snorklowania: Coral Garden (Ogród Koralowców), Shark Point (punkt z rekinami) i Turtle Point (punkt z żółwiami). Na Shark Point widzieliśmy pełno rekinów o długości ok.2 metrów (mniejsze też były). Płynąc tam byliśmy pewni, że nazwa to tylko wabik na turystów, a jeden rekin może kiedyś był tam widziany, ale się myliliśmy! Na własne oczy widzieliśmy te wielkie stworzenia. Ania wymiękła po zobaczeniu kilku obok siebie i popłynęła szybko do łódki. 😀

 

Trekkingi po wyspie

Nasze dni na wyspie polegały na zmianę na: leżeniu w wodzie/na plaży, pływaniu z maską i oglądaniu rybek lub trekach przez dżunglę. Pierwszy dłuższy trek zrobiliśmy z Long Beach na północ wyspy. Dotarliśmy do opuszczonej i zawalającej się przystani promowej – Broken Jetty.

 

Ścieżka dalej zaprowadziła nas na całkiem przyjemną, bezludną plażę – czyli taką, jaką lubimy najbardziej. 🙂

Drugą długą pieszą wyprawę zrobiliśmy po południowej części wyspy Kecil. Pierwsze kilometry trasy były w miarę łatwe, gdyż szło się przez dżunglę, ale po chodniku. Co prawda rozlatującym się i praktycznie nieużywanym,ale zawsze coś! (Turyści zazwyczaj brali łódkę-taxi żeby przedostać się między punktami na wyspie.)

 

Aż w końcu zawędrowaliśmy do wioski rybaków (fisherman village).

 

Malezja jest krajem muzułmańskim (islam wyznaje aż 61% ludności), więc kobiety muszą zakrywać ciało i włosy. Niestety nawet podczas wakacji nad morzem dalej obowiązują je nakazy religijne i nie mogą założyć bikini. Firmy odzieżowe stawiły jednak czoła wyzwaniu i zaprojektowały, że tak to nazwiemy, “muzułmańskie stroje kąpielowe”, czyli legginsy, luźna bluzka lub sukienka + dobrze trzymające się nakrycie głowy, a to wszystko wykonane z tego samego materiału co nasze stroje kąpielowe. 🙂

 

Wszędzie w wiosce można było też zauważyć takie tabliczki zakazujące noszenia „skąpych” ubrań:

 

Ania miała krótkie spodenki i bluzkę odkrywającą ramiona, więc szybko przemknęliśmy przez osadę i ruszyliśmy dalej, już w kierunku Long Beach. Wg lokalnej mapy ścieżka szła z Coral Bay na południe wyspy właśnie do wioski, a później stamtąd zakręcała na północ wzdłuż linimi brzegowej, aż do Long Beach. Jednak ścieżka istniała tylko przez pierwsze kilkadziesiąt metrów. Im dalej szliśmy, tym dziksza dżungla nas otaczała i trudniej było iść. Musieliśmy przechodzić przez zawalone drzewa, odginać gałęzie, liany i inne rośliny. Później znaleźliśmy długie kije, które służyły jako meczeta + do sprawdzania podłoża czy przypadkiem nie czai się tam jakiś wąż czy pająk… ;D

 

Po godzinie przedzierania się przez gąszcz stwierdziliśmy, że spróbujemy iść po wielkich głazach i kamieniach przy brzegu morza. Było łatwiej, lecz czasem natrafialiśmy na pionowe skały, po których musieliśmy się wspinać. Co kilkadziesiąt metrów były też wysokie na kilkanaście metrów szczeliny w skałach z wodą na dnie, których nie dało się przeskoczyć – trzeba było przechodzić na około przez ścianę dzikiej roślinności.

 

Od wioski do Long Beach były może niecałe 2 km, ale trasę pokonaliśmy w ponad 2 godziny. Momentami wątpiliśmy w możliwość przedostania się dalej, ale bez sensu było już zawracać. Wymęczeni rzuciliśmy się od razu do wody po dotarciu do “naszej” Long Beach. Jakbyście kiedyś byli na Perhentian Kecil, pamiętajcie, nie wierzcie lokalnym mapom! 😉

 

Więcej opowieści z Malezji znajdziecie tu: Malezja