Japonia rowerem – dzienniki z podróży, cz.3

Trzecia część naszych wspomnień z podróży rowerem po Japonii. Przez 3 tygodnie przejechaliśmy ponad 800 km, okrężną drogą z Kioto do Tokio zahaczając o wybrzeże w Prefekturze Fukui oraz Alpy Japońskie. Dzisiaj część trasy między Takayamą a Kamikochi w samym sercu Alp Japońskich (trasa zaznaczona na zielono na mapie). W końcu robimy małą przerwę na kilka trekkingów!

 

japonia rowerem
Takayama – Kamikochi

 

 

Wcześniejsze części naszych dzienników rowerowych z Japonii znajdziecie tutaj:

Japonia rowerem – dzienniki z trasy, cz.1

Japonia rowerem – dzienniki z trasy, cz.2

 

 

Dzień 10 (29/09/2015) Takayama

Dzień odpoczynku! Tzn. zwiedzamy Takayama na rowerach, ale bez obciążenia, więc się nie liczy. 😉 Mogliśmy zobaczyć niesamowicie zachowaną, tradycyjną, japońską zabudowę na starym mieście. Niektóre sklepy czy destylarnie sake działają tu od kilkuset lat!

 

Dzień 11 (30/09/2015) Takayama -> Hirayu

Trasa-masakrator, ciągle pod górę. Dopiero za Tunelem Hirayu, na wysokości 1670 m n.p.m. mieliśmy dłuuugi zjazd do campingu. Pierwszy raz poczuliśmy w Japonii prawdziwe, mroźne noce w górach. Byliśmy jedynymi ludźmi w namiocie na całym kempingu – inni chowali się w ogrzewanych domkach. Nam pozostały do ogrzania się malutkie, gorące źródła przed sklepami. Są tak gorące, że można w nich gotować jajka! 🙂

 

Dzień 12 (01/10/2015) Hirayu -> Kamikochi

Trasa-masakrator 2, znowu serpentyną pod górę + deszcz. Na szczęście ciężką trasę umiliło nam towarzystwo Damiana z Australii, zapalonego rowerzysty, który przyleciał tu na wakacje. Bardzo dobrze zna się na rowerach i pomógł nam naprawić szprychy w Czarka rowerze. 🙂 Przed Kamikochi rozdzieliliśmy się – Damian pojechał dalej w stronę Matsumoto, a my pod kolejną górę, do Kamikochi.

Kamikochi to górska osada w Alpach Japońskich, miejsce wypadowe na treki w okoliczne góry. Zła pogoda nie ustąpiła do wieczora, było nawet gorzej. Wiedzieliśmy, że ma padać przez całą noc. Dwa razy sprawdziliśmy wszystkie śledzie w namiocie, rozstawiliśmy się też na górce. O 1 w nocy zaczęła się straszna wichura. Wiało jak cholera i zacinało deszczem. To była najgorsza noc w naszym życiu!! Leżeliśmy w namiocie i trzymaliśmy namiot od środka żeby nie porwało tropiku. Większość namiotów na campingu po prostu się złożyła. O dziwo nasz namiot (z tesco 😀 ) jakoś przetrwał i o 6 rano, po 5-ciu godzinach walki z wichurą, mogliśmy iść spać…

 

Dzień 13 (02/10/2015) Kamikochi

Do 13 mieliśmy wielkie suszenie rzeczy. Później zebraliśmy się na wulkan Yaka (2445 m n.p.m.). Z racji tego, że trochę później wyszliśmy, musieliśmy walczyć z czasem żeby zdążyć wrócić przed zmrokiem. Część treku zrobiliśmy na rowerach, później je zostawiliśmy w krzakach i dalej prawie że wbiegliśmy na szczyt. Wejście + zejście na dół w 4,5 h. 😀 Szczęście na szczycie niesamowite. 😀
Niestety znowu czekała nas nieprzespana noc. Miało być 7 stopni nad ranem, a było -1… Zamarzły nam skarpetki i ręcznik! Chleb i ser topiony też! I my również! 🙁

 

Dzień 14 (03/10/2015) Kamikochi

Żadne mrozy czy wichury nie przeszkodzą nam w zdobyciu 3-tysięcznika! Wstaliśmy mega wcześnie i ruszyliśmy na górę Mae-Hodaka (3090 m n.p.m.). Ludzie pukali się w głowę jak słyszeli, że chcemy tam wejść w ciągu jednego dnia – generalnie wszyscy rozbijają trek na 2 etapy i nocują w połowie drogi na szczyt. A jak słyszeli, że do Kamikochi przyjechaliśmy rowerem z Kyoto to już całkiem myśleli, że niezłe z nas świry. 😀 Daliśmy radę wejść i zejść w ciągu 8 h. Najpiękniejsze podejście w naszym życiu, co za widoki! I te wspinanie po drabinach, podciąganie na łańcuchach, wspinaczka na czworaka pod górę! 🙂 Widoczność była idealna, ze szczytu widzieliśmy nawet Mt.Fuji… czyli nasz kolejny cel. 😀

Kolejna część rowerowej przygody w Japonii:

Japonia rowerem – dzienniki z podróży, cz.4