Bangkok – stolica uśmiechu

Wiecie, że Bangkok to dla Tajów nie jest Bangkok? Nazywają go zdrobniale Krung Thep, a pełna nazwa miasta to:

Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Yuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Phiman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit

Co po polsku oznacza:

Miasto aniołów, wielkie miasto, rezydencja świętego klejnotu Indry [Szmaragdowego Buddy], niezdobyte miasto Boga, wielka stolica świata, ozdobiona dziewięcioma bezcennymi kamieniami szlachetnymi, pełne ogromnych pałaców królewskich, równającym niebiańskiemu domowi odrodzonego Boga; miasto, podarowane przez Indrę i zbudowane przez Wiszwakarmana.

Jest to najdłuższa nazwa geograficzna na świecie i ( według nas :D) najtrudniejsza do zapamiętania. Pozwólcie zatem, że będziemy używali tylko określenia „Bangkok”. 🙂

 

Bangkok – w końcu powróciliśmy do cywilizacji!

W Bangkoku wylądowaliśmy 3 maja o 4 nad ranem. Ciężka noc była za nami, w samolocie mało co spaliśmy, lecz po wylądowaniu dostaliśmy zastrzyk energii. Po dwóch miesiącach podróżowania po Indiach powróciliśmy do cywilizacji! W Tajlandii wszystko było takie normalne, europejskie. Na dodatek ludzie przemili! Każdy się do nas uśmiechał i był życzliwy. Słyszeliśmy nawet, że Tajowie plasują się na w czołówce rankingu najmilszych społeczeństw świata – potwierdzamy, to prawda! 🙂 W drodze z lotniska na Khao San Road (najbardziej turystyczna ulica Bangkoku) troszkę się pogubiliśmy, ale to nic – Tajowie sami do nas podchodzili, pokazywali na mapie jak trafić, kierowali do właściwego autobusu. Nie chciało nam się szukać hotelu, bo byliśmy po długiej podróży, więc poszliśmy na łatwiznę i zarezerwowaliśmy wcześniej pokój przez internet. Znajdował się trochę na uboczu, w uliczce równoległej do Khao San. Znaleźliśmy się tam ok.8, a pokój zwalniał się dopiero o 13, więc zaszyliśmy się na tyłach knajpki obok i dosłownie przespaliśmy te 5 h. Sen może nie był zbyt komfortowy ze względu na brak prysznica, straszny upał + brak wiatraka/klimatyzacji i napastowania przez setki komarów, ale byliśmy tak szczęśliwi, że w końcu dotarliśmy do Tajlandii, że nawet to nam nie przeszkadzało.

 

Soi czy Thanon, czyli o nazewnictwie ulic słów kilka

Całe dnie spędzaliśmy na spacerach po mieście lub pływaniu miejskim promem po rzece. Po Indiach nie mogliśmy nacieszyć się takimi oczywistymi rzeczami jak ceny w sklepach, czyste ulice, brak hałasu . Próbowaliśmy odszyfrować nazewnictwo ulic w Tajlandii, co wcale nie jest takie łatwe. Co chwilę widzieliśmy napisy „Soi” albo „Thanon”, ale przecież wszystkie ulice nie mogą się tak samo nazywać… Zaintrygowało nas to i wszystkowiedzący google pomógł nam rozwikłać zagadkę. Duże ulice nazywane są Thanon, np. Silom Thanon, Sukhumvit Thanon. Thanon to w skrócie Th, odpowiednik angielskiego „Road” = „Rd”, czyli po polsku ulica = ul.

Wszystkie ulice odchodzące od thanon nazywają się soi, czyli na przykład adres ”25 Sukhumvit Soi 3” oznacza: budynek numer 25 przy 3-ciej soi odchodzącej od ulicy Sukhumvit. Krótkie soi określane są „trok”. Żeby było weselej duże soi mogą też mieć swoje soi! Wszystko już jasne, prawda? A, zapomnieliśmy jeszcze dodać, że niektóre, długie thanon zmieniają swoją nazwę co kilka kilometrów… I jak tu się teraz zlokalizować? My nawet nie próbowaliśmy, po prostu kręciliśmy się po mieście, a gdy już zapragnęliśmy wrócić do hotelu, to włączaliśmy gpsa w telefonie i szliśmy w kierunku Khao San.

Buddyjska Tajlandia

Główną religią w Tajlandii jest buddyzm. Wyznaje ją aż 95% populacji kraju. W sumie kraj ten zamieszkuje 67 milionów ludzi, czyli Buddystów jest aż ponad 63 miliony, którzy modlą się w aż 40 717 świątyniach! Nic dziwnego, że buddyjskie kompleksy świątyń są rozsiane po całym Bangkoku i co chwilę można było przypadkiem do jakiejś trafić. W południowo-wschodniej Azji świątynie buddyjskie nazywane są „Wat”.

 

W niektórych sklepach można też było znaleźć figury wykonane z żywicy przestawiające przewodników duchowych. Te tutaj były niesamowite, z daleka wyglądały jak prawdziwi mnisi! Każdy szczegół był dopracowany, nawet tycie włoski na twarzy.

Mnisi z wosku

Mnich z wosku
Mnisi z wosku – jak żywi! 🙂

 

Tajskie przysmaki

Jedzenie. Tajskie jedzenie jest przepyszne. Trochę mieliśmy problemy ze znalezieniem wegetariańskich potraw (nie jemy mięsa od kilku lat). Miało się wrażenie, że dania bez mięsa/owoców morza po prostu nie istnieją. W wielu restauracjach tylko napoje były pozycjami bezmięsnymi. Jakoś to obeszliśmy, po prostu pytaliśmy się czy mogą nam przyrządzić coś z jajkami. Tajowie robili wielkie oczy i patrzyli z brakiem zrozumienia, ale udawało się.

tajskie jedzenie

tajskie jedzenie

 

Robiliśmy też degustację tajskich, egzotycznych owoców. 🙂

  • biały owoc z czarnymi ziarenkami to pitaja (takie słodkie kiwi);
  • żółte owoce to owoce chlebowca (mocno słodkie);
  • to pomarańczowe coś to pomelo (połączenie pomarańczy i grejpfruta); pomelo można znaleźć również w europejskich sklepach, my się nim zajadaliśmy jeszcze przed wyjazdem!
  • dwie różowo-brązowe połówki to rose apple, czyli takie małe, chrupiące jabłuszka;
  • dwa białe plasterki w prawym górnym rogu to jeszcze niezidentyfkowany przez nas owoc, ale był niedobry. Chrupiący, bez smaku, ani słodki, ani gorzki, taki nijaki.
Owoce w Tajlandii
Owoce w Tajlandii

 

Siriraj, czyli Muzeum Śmierci

Trafiliśmy również do muzeum medycyny Siriraj, nazywanego często „Muzeum Śmierci” znajdującego się przy szpitalu. Jest to cenne źródło informacji nie tylko dla studentów medycyny. Można tam znaleźć „eksponaty” z całej struktury ludzkiego ciała, zaczynając od układu nerwowego , a kończąc na… całych zmumifkowanych ciałach, ciałach utopionych dzieci ( 😮 ) czy syjamskich bliźniakach – noworodkach w formalinie. Momentami było drastycznie, więc nie wrzucamy wszystkich zdjęć…

siriraj medical museum, bangkok

siriraj medical museum

 

 

Pozostałe zdjęcia z Bangkoku:

 

Po kilku dniach w stolicy Tajlandii pojechaliśmy pociągiem na południe w stronę rajskich plaż i wysepek. Nasze pozostałe relacje z tego kraju znajdziecie w zakładce: Tajlandia