Koh Lanta na zdjęciach

Koh Lanta to tak naprawdę dwie wyspy: mniejsza Koh Lanta Noi i większa Koh Lanta Yai. Przyjęło się jednak, że ta pierwsza jest nazywana po prostu Koh Lanta. „Koh” po tajsku znaczy „wyspa”. Lanta znajduje się w prowincji Krabi, ok. 100 km na południe od naszego ostatniego przystanku, Aonang w Krabi. Miejsce jest popularne wśród turystów szukających odpoczynku zdala od imprez i barów na plaży. Często wybierane jest przez rodziny z dziećmi lub osoby ceniące sobie kontakt z naturą. Całe zachodnie wybrzeże to plaże, a wyspa ma długość 30 km, więc z łatwością każdy może znaleźć zakątek nad wodą tylko dla siebie i poczuć się jak na bezludnej wyspie.

 

Wyspa była bardzo spokojna, więc zostaliśmy tam dłużej. Wybraliśmy plażę Phra Ae, czyli Long Beach, ponieważ była idealna na długie spacery i nie było rafy przy brzegu, więc można było się kąpać nawet podczas odpływu (na wielu innych plażach rafy były widoczne). Tak wyglądała nasza plaża:

 

Na Koh Lanta pełno było biegających muszelek, czyli skorupiaków pustelników, które nie posiadają swojego twardego odwłoku i  zamieszkują porzucone muszle mięczaków.

 

Na północnym krańcu Phra Ae odkryliśmy ścieżkę, która prowadziła do malutkiej, skalistej plaży. To właśnie tam spędzaliśmy po kilka godzin dziennie.

Zamieszkaliśmy w drewnianym domku na palach. Z balkonu rozciągał się widok na ogród z bananowcami i turkusowym morzem na horyzoncie. Przychodził też do nas kociak. Upodobał sobie nasz balkon i siedział z nami całe dnie. 🙂

 

Na Koh Lanta znajduje się dobra asfaltowa droga łącząca wszystkie najważniejsze punkty. Wypożyczyliśmy zatem skuter i objechaliśmy wyspę dookoła.

 

Na wschodnim wybrzeżu znajduje się miasteczko Old Lanta. Czas jakby zatrzymał się tam w miejscu. Mieszkańcy zajmują się głównie rybołóstwem i handlem.

 

Tereny 5 km dalej na południe od miasta są zamieszkane przez Cyganów Morskich prowadzących półkoczowniczy tryb życia. Nie mylcie ich z Cyganami, którzy zawędrowali do Europy z Indii. Ci tutaj są aborygenami malezyjskimi i zamieszkują wyspy zachodniego wybrzeża Tajlandii takie jak: Phuket, Koh Phi Phi, Koh Jum, Koh Lipe czy właśnie Koh Lanta. „Cyganie Morscy” to nazwa ogólna odnosząca się do wszystkich ludów w Azji Pd.-Wschodniej żyjących w taki sposób, a ci z Tajlandii to grupa etniczna Urak Lawoi. Jest ich w sumie ok. 6 tysięcy. Posługują się językiem, który jest mieszanką malajskiego i tajskiego. Mieszkańcy osady byli bardzo przyjaźni. Pokręciliśmy się trochę między domami i obserwowaliśmy ich codzienność. Większość domków jest drewnianych i stoi na palach nad samą wodą. Dosłownie nad wodą, bo podczas przypływu woda jest aż pod podłogami mieszkań.

 

Na ostatnie 2 noce przenieśliśmy się na północ wyspy. Miejscowość Saladan oferowała większy wybór restauracji i sklepów, była też blisko promu na ląd. Mieliiśmy tam swoją ulubioną restaurację, która serwowała najlepsze (jak dotąd) tajskie jedzenie. Na dodatek właściciel był chyba najmilszą osobą pod słońcem. Zobaczcie jakie karteczki dał nam na pożegnanie. 😀

 

A tutaj fotki z Saladan:

 

W miasteczku było dużo ciekawie ozdobionych sklepów i restauracji.

Dotarliśmy również do biedniejszej części miasteczka. Można nawet rzec, że były to slumsy, bo niektóre domki na palach dosłownie się rozpadały i nie mogliśmy uwierzyć, że tak można żyć.

 

Więcej relacji z podróży po Tajlandii znajdziecie tu: Posty o Tajlandii