Koh Muk, czyli kajakiem do jaskini Emerald

Na wyspę Koh Muk dotarliśmy z Koh Lanty autostopem. Tak, właśnie, nie przesłyszeliście się, z wyspy na wyspę autostopem. Choć łapanie stopa poszło gładko, to spóźniliśmy się na publiczny prom z Khuan Tung Ku na Koh Muk. Na szczęście nasz ostatni kierowca załatwił nam lokalną łódź przewożącą produkty dla mieszkańców pobliskich wysepek. Tak oto wciśnięci między warzywa i kury, z dzieckiem na kolanach i plecakiem pod pachą popłynęliśmy powoli na Koh Muk…

Zostaliśmy wysadzeni na mieliźnie i do wyspy szliśmy jeszcze ok. 300 m brodząc w wodzie po kolana. Poczuliśmy się trochę jak zrzuceni na bezludną wyspę. Z daleka zobaczyliśmy tylko puste domki przy plaży i brak żywej duszy gdziekolwiek.

Dopiero po ok. 10 minutach krążenia po polnych drogach zobaczyliśmy pierwszych ludzi. Pokierowali nas na plażę Had Farang, do której chcieliśmy się dostać. Kolejne 3 km polną drogą przez dżunglę i kolejna podwózka! Tym razem na motorze z boczną doczepką. Pan nawet nie jechał w stronę plaży, tylko w przeciwną, ale zawrócił żeby tylko nam pomóc. I jak tu nie lubić Tajlandii?!

Znaleźliśmy pokój całkiem blisko plaży, ale schowany w dżungli. I to nie byle jakiej! Gekony wielkości ramienia Czarka śmigały wszędzie. Żaby wielkości pięści, wielkie mrówki, ślimaki-olbrzymy. Nie wspominamy już o mniejszych jaszczurkach żyjących w naszym pokoju, bo po prawie 3 miesiącach podróży to dla nas sprawa oczywista. 😀

Pewnie cały czas się zastanawiacie dlaczego wybraliśmy akurat tę wyspę i zadaliśmy sobie tyle trudu żeby się tu dostać? Już wyjaśniamy. Niedaleko plaży Had Farang znajduje się jaskinia Emerald, do której dostęp jest tylko od strony wody. Można do niej wpłynąć jedynie podczas odpływu. Po przepłynięciu komory jaskini o długości 80 m, wypływa się na plaży otoczonej ze wszystkich stron wysokimi skałami! Kiedyś była to kryjówka piratów, dziś niesamowita atrakcja turystyczna. Gdy byliśmy w Portugalii tam też była podobna jaskinia w Benagil i niestety zabrakło nam czasu żeby ją zobaczyć. Obiecaliśmy sobie wtedy, że jeśli kiedykolwiek, gdziekolwiek będziemy mieli okazję zobaczyć coś podobnego, to nie odpuścimy.

Oczywiście mogliśmy wykupić wycieczkę do jaskini Emerald w jakimś biurze turystycznym na innej wyspie, ale bylibyśmy tam w tym samym momencie z ok. 20 innymi osobami/turystami. Woleliśmy popłynąć tam samemu, mieć większą przygodę i to za 12 razy mniej, bo zapłaciliśmy tylko 200 bahtów za kajak.

Sprawdziliśmy o której jest odpływ i okazało się, że musimy czekać do 15, więc poszliśmy zobaczyć plażę. Przez 4 h nie widzieliśmy żywej duszy. Jedynie dwa pieski przyszwędały się i dotrzymywały towarzystwa. Jak zgłodnieliśmy to restaurację otwierano specjalnie dla nas, a w menu były może 3 opcje. A, zapomnieliśmy dodać, że prąd był tylko w niektórych godzinach. Uroki tzw. „off-season”. 😀

 

Płyniemy do jaskini Emerald!

O 15 odebraliśmy nasz kajak i popłynęliśmy na północ od plaży przy wysokich, kilkudziesięciometrowych klifach.

 

Po 30 minutach ujrzeliśmy napis na skale i wiedzieliśmy już, że to tu jest jaskinia Emerald!

 

Odczekaliśmy jeszcze chwilę przy wejściu do jaskini aż woda trochę opadnie. Przygotowaliśmy czołówki. Po wpłynięciu do jaskini wąskimi tunelem, ujrzeliśmy wielką grotę długą na 9 metrów i szeroką na 4 metry. Woda była idealnie turkusowa, czyściutka i z mnóstwem kolorowych rybek. Trochę się baliśmy (Ania się bała, Czarek mówi), bo fale uderzając o skały wydawały straszne dźwięki. Poza tym trochę miotało kajakiem na boki i musieliśmy odpychać się wiosłami od skał żeby w nie nie walnąć.

 

Na końcu tunel rozdzielał się. Musieliśmy skręcić w prawo, gdyż lewa odnoga wydawała się być „ślepą uliczką”. Po przepłynięciu kilkudziesięciu metrów ujrzeliśmy światło, a potem ukrytą plażę! Skały otaczały ją ze wszystkich stron. Byliśmy tak jakby na dnie głębokiej studni. Troszkę przypominało nam to Princess Lagoon, ale jeszcze bardziej widowiskową! Czuliśmy się jak w jakimś przygodowym filmie. To właśnie takich miejsc cały czas szukamy i takie najbardziej nam się podobają. Nie żadne zabytki, a cuda natury.

 

Żyły tam strasznie głośne owady, wydające dźwięki jak jakaś fabryczna maszyna. Na plaży siedział też waran. Na szczęście mały i całkowicie nami niezainteresowany.

 

kajakiem po krabi
Wypływamy z jaskini…

 

Jaskinia Emerald była jedną z najlepszych i najbardziej przygodowych atrakcji w Tajlandii! Naprawdę polecamy wybrać się tam, ale nie z agencją turystyczną, a samemu, kajakiem! Niezapomniane przeżycia i widoki niezapomniane. My na pewno wrócimy tam nie raz tak nam się podobało. 🙂

 

O innych naszych przygodach w Tajlandii możesz poczytać tutaj: Tajlandia