Droga Śmierci w Boliwii – obalamy mit!

Droga Śmierci w Boliwii to legenda sama w sobie. Każdy z nas słyszał o morderczej trasie bez barierek wiodącej nad przepaścią, na której co roku ginęli ludzie, a autobusy zsuwały się z klifu. Wszystko się zgadza, ale celowo używamy tu czasu przeszłego. Zobaczcie co się zmieniło!

 

Boliwijski rząd już w 1995 roku zwrócił uwagę na drastyczną ilość wypadków na zaledwie kilkudziesięcio kilometrowym odcinku drogi w okolicach La Paz. Według danych udostępnionych publicznie ginęło tam od 200 do 300 osób rocznie! Nic dziwnego, że sławna Droga Śmierci została okrzyknięta najbardziej niebezpieczą drogą świata. Inne nazwy drogi to: Grove’s Road, Coroico Road, Camino de las Yungas, El Camino de la Muerte, Road of Death, Unduavi-Yolosa Highway.


Sławna droga Droga Śmierci – kolor szary, nowo wybudowana droga po przeciwnej stronie kanionu – kolor niebieski.

 

Stara Droga Śmierci – nowa atrakcja turystyczna

W 2006 roku oddano jednak do użytku asfaltową trasę po przeciwnej stronie kanionu i cały ruch został na nią przekierowany. Legendarna, szutrowa Droga Śmierci ma teraz długość 32 km i pozostawiono ją tylko dla turystów! Nazwa została, ale „drogą śmierci” nie można już jej nazwać. Wszystkie wcześniejsze wypadki powodowali szaleni kierowcy ciężarówek i autobusów wymijający się na wąskiej trasie bez zabezpieczeń… a teraz tam ich już po prostu nie ma! Na Drodze Śmierci jeżdżą już tylko turyści na rowerach i w całym przejeździe nie ma nic mrożącego krew w żyłach. Podczas naszego przejazdu byliśmy tam jedynym autem. Owszem, widoki są oszałamiające, jedzie się na półce skalnej, ale nie dla widoków tam przecież przyjechaliśmy! Chcieliśmy przyspieszonego bicia serca, skoków adrenaliny, poczucia NIEbezpieczeństwa – bo z tym zawsze kojarzyła się nam ta trasa. Niestety nic takiego nie było. Normalny przejazd szutrówką na skraju wielkiej skarpy. Tylko jedno miejsce zrobiło na nas wrażenie, klif porośnięty paprociami.

 

Nowa Droga Śmierci

Troszkę zawiedzeni sławną Drogą Śmierci, zupełnie nieświadomi tego, co nas za chwilę czeka, zaplanowaliśmy dalszą trasę z Yolosa do Caranavi i dalej przez dżunglę do Mapiri i Soraty. Za miasteczkiem Yolosa zobaczyliśmy znaki o obowiązkowej zmianie ruchu z prawej strony na lewą. Nie rozumieliśmy dlaczego – droga była przecież w całkiem dobrym stanie, dwupasmowa asfaltówka z barierkami. Szybko nas olśniło. Za chwilę asfalt się kończył, a droga zwęziła się do 2,5-3 metrów. Droga była w masakrycznym stanie, dosłownie się rozlatywała. Z jednej strony spad na kilkaset metrów, a z drugiej strony kamienna ściana. Kierowcy zatem trzymali się zawsze krawędzi nad przepaścią by móc lepiej kontrolować położenie auta przy mijaniu.

Nowa Droga Śmierci między Yolosa a Caranavi. Z Caranavi skręcaliśmy w stronę Mapiri, ale słyszeliśmy, że dalsza część trasy do Yucumo również ma wiele do zaoferowania.

 

Po kilku kilometrach zatrzymała nas prowizoryczna bramka na drodze. Dowiedzieliśmy się od lokalnych, że dalsza część drogi otwarta jest jedynie w godzinach 17-7 rano (a chwilę po 18 robiło się ciemno) z powodu naprawy nawierzchni. Posiedzieliśmy zatem pół dnia w lokalnej restauracji i porobiliśmy fotki jeszcze gdy na trasie było bezpiecznie, bez aut.

 

Stawiliśmy się punktualnie na otwarcie bramek… To była rozpacz!! Nie przygotowaliśmy się na tak masakryczną trasę!! Nagle, punkt 17, wszyscy kierowcy ruszyli jak szaleni. Dwa razy byliśmy pewni, że już po nas…

Pierwsza sytuacja. Staliśmy kołami na skraju klifu w punkcie, z którego sypała się ziemia i mijaliśmy się z autobusem. Z jednej strony przepaść, z drugiej pionowa skała – gdzie tu zjechać?!
Druga sytuacja. Było już ciemno. Trasa stała się bardzo błotnista. Zobaczyliśmy zbliżające się do nas światła ciężarówki, a że byliśmy kilka metrów od małej zatoczki, to w nią wjechaliśmy i ustąpiliśmy pierwszeństwa. Droga była lekko pochylona w naszym kierunku… Nagle tylne koła ciężarówki wpadły w poślizg i naczepa zaczęła się zsuwać w naszą stronę! Szybsze bicie serca, wielki krzyk i milimetry od przepaści… Uff, udało się, tym razem nie będzie przy drodze naszej kapliczki (których tam pełno). Niewzruszony boliwijski kierowca przejechał na styk, a my odetchnęliśmy z ulgą.

 

Przed wjazdem na drogę planowaliśmy robić mnóstwo zdjęć i nakręcić film. Niestety trasa była zbyt niebezpieczna, a my zbyt przejęci prowadzeniem auta by myśleć o aparacie. Zdjęcia i pierwszą część filmiku zrobiliśmy podczas czekania na otwarcie drogi, a druga część filmiku została nakręcona już wieczorem, gdy ruch został ponownie otwarty. Potem było już tylko gorzej…

 

Zobaczcie jak wygląda PRAWDZIWA Droga Śmierci, a nie ta turystyczna atrakcja, pozostałość wielkiej legendy! Wybaczcie jakość filmu, ale niestety wszystko kręciliśmy gumą do żucia. ;p

 
 

Informacje praktyczne

 

1. Turystyczna Droga Śmierci

  • Downhill na rowerach na Drodze Śmierci można zorganizować z agencjami turystycznymi znajdującymi się w La Paz. W centrum La Paz, szczególnie przy ulicy Sagarnaga jest dużo agentów oferujących wycieczkę. Cena to ok.600 BOL;
    Na drogę śmierci można dostać się transportem publicznym. Należy wsiąść do busika (collectivo) na Av. Ramiro Castillo w La Paz jadącego w stronę Coroico, a następnie poprosić kierowcę o wysadzenie przy skręcie na Death Road (będzie widoczny znak). Po kilkuset metrach szutrówki jest bramka i tu oficjalnie zaczyna się turystyczna Droga Śmierci. Oczywiście trasa jest za długa by przejść ją pieszo, ale można się udać na spacer i zobaczyć jak to wszystko wygląda;
  • Drogę Śmierci można przejechać swoim rowerem lub autem;
  • Cena za wstęp to 25 BOL/osoba, choć lubi bardzo szybko rosnąć i doszły nas słuchy, że od niektórych turystów woła się już 35 BOL… Po zapłaceniu kwoty powinno się dostać oficjalny bilet. Uważajcie na oszustów. Wiele osób podróżujących tam swoim pojazdem narzekało na lokalnych domagających się ponownego zakupu biletu na środku lub na końcu trasy. Nam również to się przydarzyło. Po prostu zamknęli przed nami bramkę i kazali płacić drugi raz. Oczywiście nie zapłaciliśmy, bo pierwszy (oficjalny) bilet na mapce wyraźnie obejmował całą trasę. Czarek sam otworzył bramkę, a Ania prowadziła auto. Wszystko nagrywaliśmy na kamerce na wszelki wypadek. Nie lubimy oszustów!
  • Jeśli chcesz odwiedzić Drogę Śmierci na własną rękę, to najlepiej pojechać tam po 14, gdy przejadą już wszystkie agencyjne wycieczki rowerowe.

 

2. Nowa Droga Śmierci

  • Jeśli jesteście tak jak my żądni wrażeń i chcecie przejechać się prawdziwą Drogą Śmierci, nie zwlekajcie i zróbcie to teraz! Trasa ciągle jest w budowie, ale na 2018 rok zapowiadają zakończenie prac, więc droga będzie już szeroka, bezpieczna i w dobrym stanie.